poniedziałek, 18 stycznia 2016

3. "To dla nas zaszczyt Cię zabić."

Ellington przyjechał na wojskowe lotnisko. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to żołnierze biegajacy wokół budynku w ramach treningu. Wyszedł z samochodu i skierował się w stronę bagażnika, z którego wyciągnął swoją moro torbę. Zarzucił ją na ramię i poszedł do pilota, by ustalić z nim szczegóły lotu. Wszedł do ogromnej sali gdzie mieściły się samoloty o różnej wielkości. Przywitał się z paroma kolegami i powspominał stare dobre czasy. Kiedy rozmawiał z pilotem zadzwonił do niego telefon. Na wyświetlaczu odczytał, ze dzwoni do niego David. Z niechęcią odebrał.
- Ratliff.- zaczął.
- Zmiana planów. Pamiętasz Derek'a? Jeden z naszych agentów dowiedział się, że załatwił Evil lot do LA. - powiedział bez przywitania jego szef.
- Szuka Erik'a.- stwierdził Ell.
- Misja rozpoczyna się teraz.- dodał David i rozłączył połączenie. Brunet ponownie wsiadł do samochodu i ruszył do centrum miasta. Nie wiedział gdzie miał zacząć szukać. Nie miał żadnych śladów. Nawet nie był pewny czy Evil odczytała pendrive. Na szkoleniach zawsze mu mówili "Spróbuj myśleć jak twój wróg". Tylko jak? Skoro nawet nie zna swojego wroga. Evil jest jedną z większych zagadek S.O.H.A. i większości innych organizacji. Jest jak wiatr. Nie widać jej, nikt nie wie kim jest, nikt nawet nie wie jak ma na imię, a potrafi rozpętać prawdziwą wojnę. W połowie drogi zmienił swój cel. Miał pojechać do swojego mieszkania, które wykorzystuje na czas misji w AL, jednak postanowił, że najpierw odwiedzi dom. Pokonał kilka ulic i zajechał na swoją ulice. Zaparkowal przed białym domem i wszedł do środka. Pierwsze co usłyszał to głośne "Tata!" ze strony swojego synka. Chłopiec rzucił mu się na szyję. W końcu słysząc hałasy na korytarz wyszła Sara. Nie potrafiła spojrzeć Ell'owi w oczy.
- Nie miałeś wyjechać do Lizbony?- zapytała.
-  A co? Pokrzyzowałem Ci plany?- zapytał w odpowiedzi i postawił syna na ziemi. Sarze oczy się zaszkliły, jednak Ell był na to obojętny. Kucnął przy małym.
- My teraz z mamą musimy porozmawiać, a ty się tu trochę pobaw, jak skończymy to się pobawimy razem Okej?- zapytał go. Brunet z uśmiechem kiwnął twierdząco głową. Ell ruszył do sypialni nie mówiąc nic do Sary. Ta jednak poszła za nim. Wchodząc zamknęła drzwi i patrzyła na męża. Mężczyzna wyciągnął z szafy dwie walizki i zaczął przeglądać szafy, z których wyrzucal ubrania.
- Zamierzasz mnie wyrzucić z domu?- zapytała. Ell nie przerwał swojej czynności. - Mowie do Ciebie.- mówiła już trochę głośniej
- Pojedziecie na farmę. Mam trudną  misję. Tam będziecie bezpieczni.- powiedział i dalej składał ubrania syna do walizki
Kobieta miała już dosyć jego zachowania. Chciała żeby jej powiedział, ze jej nienawidzi. On wydawał się być obojętny. Zimny.
- Spójrz na mnie.- wyszeptała, ale tak by usłyszał. - Pwiedzialam spójrz na mnie!- wykrzyczała, chwycila za wazon i z całej siły rzuciła nim o ziemię. Ell zmuszony jej zachowaniem w końcu zwrócił swój wzrok ku niej. Kobieta spojrzała w jego oczy. Zimne i nadal obojętne. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jej policzkach. - Jestem z nim w ciąży Ell. Piąty tydzień.- powiedziała i upadła na kolana zalewając się łzami. Mężczyzna nawet nie drgnął. Bolało go to. Nawet bardzo, ale tak został nauczony. Nie okazywać słabości. Weszło mu to w krew. Jednak kobieta czuła, że musi się wytłumaczyć. - Ciągle Cię nie było. Nawet kiedy wróciłeś z tej swojej piepszonej wojny to i tak Cię ciągle nie było! Zawsze praca była dla Ciebie najważniejsza. Praca i Tony. Ja czułam się jak przedmiot. Jakbyś potrzebował mnie tylko do opieki nad synem. Wyjeżdżałeś na kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy! Ja ja po prostu nie mogłam... Kocham Cię! Zawsze kochałam! Nienawidzę siebie za to co zrobiłam! Proszę! Spójrz na mnie.- mówiła przez łzy. Ell przestał składać ubrania Tony'iego. Wstał i spojrzał na Sare.
- Jedźcie jak najszybciej.- powiedział bez żadnych emocji i ruszył w stronę drzwi, przy których się zatrzymał trzymając rękę na klamce. - Ktoś niebezpieczny szuka Erik'a. Uznałem, że powinnaś wiedzieć.- dodał i wyszedł z pokoju. Poszedł do Tony'ego, który uśmiechnął się od ucha do ucha na jego widok.
- Co tam chłopie?- zapytał syna. Ton jego głosu od razu zeleżał.
- Bawimy się już?- zapytał chłopczyk. Ell złapał go szybko i trzymając w powietrzny zaczął naśladować odgłosy samolotu. Chłopczyk śmiał się w nieboglosy. Po kilkunastu minutach oboje padli zmęczeni na kanapę.
- Tony... Co ty na to, żebyś pojechał z mamusią na farmę? Ja do Was dojadę później. Pójdziemy nad jezioro i będzie tak jak w tamte wakacje!?- zapytał syna Ell
Chłopczyk od razu rozbudził się na samą myśl o farmie.
- Tak Tak Tak!- zaczął krzyczeć i przytulił ojca.
- Mamusia już Cię pakuje, a ja muszę już iść.- powiedział, a chłopczyk posmutniał. Pożegnali się co było trudne i Ell poszedł do swojego samochodu. Usiadł, ale zamiast odjechać siedział chwilę w aucie. W pewnym momencie mocno uderzył w kierownicę dając upust emocjom. Trudne jest ukrywanie, że ich się nie ma.

Evil wynajeła pokój w hotelu w centrum Los Angeles. Ta cała sytuacja nie dawała jej spokoju. Na początku chciała odnaleźć Erik'a Ratliff'a. Jednak myślała nad tym cały lot. Przecież jego śmierć nic jej nie da. Z resztą na pewno ten numer nie należał do niego, tylko do kogoś kto chciał jego dane i wynają jej byłego szefa by on wynają ją. Idąc tym tropem osobą lub osobami, którymi powinna się zainteresować byli Ci którzy rozpoczęli tą całą akcję. Są jej winni pieniądze za zdobycie pendrive i może uda jej się wynegocjować niezłą sumę za zabicie Erik'a. Jedyne co było ważne dla Evil to forsa. Odkąd wyłączyła uczucia liczy się tylko To. Wzięła godzinną kąpiel po czym ubrala bieliznę i wyłożyła całą broń którą zabrała na łóżku. Założyła obcisłe czarne spodnie, Ale takie, które nie krępowały jej ruchów. Do uda przumocowała specjalną poszewkę na noże, którą nimi wypełniła. Do cholewki buta schowala jeszcze jeden. Pistolet schowała do torebki. Nie lubiła jej używać. Wolała walczyć wręcz lub rzucać nożami. Ubrała czarną zawiązywaną na biuście koszule i usiadła przed toaletką. Zrobiła lekki makijaż. Idze na misje i takie rzeczy wydają się być zbędne, jednak Evil już nie raz uratowała się z opresji swoim wdziękiem i atrakcyjnym wyglądem. Zostały włosy. Zawsze ubierała peruki. Jeszcze nigdy nie była na misji ze swoimi prawdziwymi blond włosami. Jednak po mimo swojej pewności siebie, miała złe przeczucie. Myślała o wszystkim oprócz jednego. Dwa dni temu zabiła pięciu agentów i ukradła ważny projekt organizacji S.O.H.A. Słyszała o niej już nie raz, ale po mimo swojej zawrotnej kariery nie miała okazji jeszcze się z nią spotkać. Na pewno nie puści jej płazem zabicia tylu osób. Już jej szukają. Pytanie czy wiedzą, że jest w LA. To może być problemem. Dlatego aby ulepszyć swój wygląd nie zakładała dzisiaj żadnych "innych" włosów. Swoje tylko związała w niedbałego koka i wsunęła w niego dwa małe metalowe pręciki do dekoracji włosów, które są charakterystyczne dla chinek i mogą też służyć do obrony. Zabrała torebkę, zamknęła pokój i zeszła do recepcji. Podeszła do starszego mężczyzny, który widząc ją od razu się uśmiechnął. - Dzień dobry panno Hopen!- zawołał. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Dzień dobry. Wychodzę na kilka godzin.- położyła klucze na lade.
- Niech nikt nie wchodzi do mojego pokoju. Nie chcę żadnych pokojówek. Lubię swoją przestrzeń osobistą.- powiedziała. Mężczyzna trochę zdezorientowany jej tonem postanowił zazartowac.
- Jest pani zawodową morderczynią?- zaśmiał się. Evil wybuchnela śmiechem.
- Jest Pan przeuroczy!- zawołała.
- Miłego dnia.- dodała i ruszyła w stronę wyjścia z hotelu. Oslepilo ją słońce. Spędziła kiedyś miesiąc na Alasce, od tamtej pory kocha słońce. Wyciągnęła telefon i wykrecila numer.
- Evil?- usłyszała z słuchawki.
- Wydajesz się być zdziwiony, ze mnie słyszysz.- przywitała się. Prezchodzila obok jakiegoś mężczyzny, który zjadał ją wzrokiem.
- Trudno jest się przyzwyczaić, że zawsze dzwonisz z innego numeru.- Scott ziewnął do słuchawki. - Wiesz, że w Lizbonie jest dopiero...-
- Nie mam na to czasu Scott. Kiedy indziej umówimy się na ploty. - przerwała mu. Chłopak oczywiście wziął to za żart. Dziewczyna się sama sobie dziwi, ale naprawdę polubiła tego gowniarza. - Wiesz co jest pod tym adresem.- zapytała. Słyszała przez słuchawkę jak Chłopak wystukuje coś na klawiaturze.
- No właśnie mamy problem. To adres starego opuszczonego magazynu. Serio nie ma w nim nic wyjątkowego.- dziewczyna stanęła jak wryta.
- Chcesz mi powiedzieć, że przyleciałam tu na marne?- wrzasnęła, a ludzie zaczęli się oglądać.
- No właśnie nie. Nie dziękuj, Ale twój niewiarygodnie genialny informatyk znalazł coś. Przeanalizowałem cały budynek i znalazłem jakieś urządzenie. Zlamalem kod. Podejrzewam jakąś bazę. Potrzebny jest ktoś kto wpisze kod.- dokończył, a dziewczyna zastanawiala zastanawiała się kiedy on zrobił się taki cwany.
- Właśnie tam jadę, będziemy w kontakcie.- rozłączyła się i rozejrzała dookoła. Mężczyzna, który niedawno obok przechodził nadal się na nią patrzył. Przyspieszyła kroku i zgubiła go wsiadając do metra...

Ellington wszedł do hotelu "Reves". Skierował się do recepcji gdzie przywitał go starszy mężczyzna.
- Dzień dobry chciałbym wynająć pokój na trzy dni.- uśmiechnął się. Panowie załatwili podstawowe sprawy i w końcu recepcjonista wyciągnął to na co czekał Ratliff. Księga gości. Starzec otworzył i pokazał mu gdzie ma się podpisać. Ell podpisując się ogarnął wzrokiem kilka ostatnich nazwisk. Jedno przykuło jego uwagę. - Panna Hopen U Was przebywa?- zapytał mężczyzny.
- Przepraszam, ale nie mogę udzielić odpowiedzi.-
- Proszę Pana jeśli panna Hopen jest u Was gościem to ja nie mogę tu zostać!- zawołał. - Oboje jesteśmy swoimi wrogami na giełdzie. Sam fakt, że mogę ją spotkac po prostu wyklucza to miejsce. Przykro mi.- położył na blacie długopis i wyszedł. Gdy tylko opuścił budynek wyciągnął telefon.
- Spróbujcie mi namierzyć kogoś.- zaczął bez przywitania się.
- Podaj dane.- od razu dostał polecenie. W głowie powtarzał sobie "myśl jak twój wróg. Myśl jak swój wróg."
- Anna Hepen. Sprawdźcie wszystkie komisy samochodowe, wszystkie miejsca gdzie mogła się przedstawiać.- powiedział a wszystkie maszyny ruszyły.
- Była w komisie na Green Street.-
-I W telefonicznym na Barton Street.-
- W banku na Fligen Street.- zaczęli zasypywac go informacjami.
- Wystarczy. Wiem gdzie się kieruje.- rozłączył się. Wsiadł do samochodu i w GPS wpisał "Helfen Street "....

Helfen Street. Cel podróży blond wlosej najemniczki. Wjechała na teren opuszczonych magazynów samochodem, który wypożyczyła. Wokół nie było żywej duszy. Wysiadla z samochodu i rozglądała się za budynkiem o numerze 43. Znalazła i skierowała się w jego stronę. Magazyn, tak jak i okolica był opuszczony. Kroki stawiała cicho i ostrożnie, by nie zdradzić swojej pozycji. Po chwili, na jednej że ścian znalazła jakieś tajemnicze urządzenie. Podeszła do niego i wpisała 7 cyfr, które dostała od Scott'a. Była przy wpisywaniu ostatniej, kiedy usłyszała zajeżdżający samochód. Zdenerwowana, że ktoś jej przeszkadza, przewróciła oczami i schowala się zza jakimś slupem. Do budynku średniego wzrostu mężczyzna. Pierwsze co zauważyła to broń, którą niezgrabnie próbował schować za kurtką. Dla dziewczyny wszystko było jasne.
- No no no. Jestem pod wrażeniem.- powiedziała i wyszła zza słupa. Mężczyzna spojrzał na nią, Ale nie sięgnął po broń. - Numer że zmianą jednej litery w fałszywym nazwisku zawsze działał, a tu proszę! Ktos mnie rozgryzł.- westchnęła i chwycila za dwa metalowe pręciki we włosach. Wyciągnęła je i zaczęła się nimi bawić w dłoniach. - Widzisz cholernie nie lubię jak ktoś mi przeszkadza, więc proponuję, -żebyśmy oboje odeszli w swoje strony. Nie opłaca mi się zabijanie Ciebie jeśli nikt mi za to nie zapłaci.- wzruszyła ramionami i przybrała zrezygnowaną minę.
- Masz coś co nie należy do Ciebie. Jeśli to oddasz, nie będę więcej psuł Ci planów. Oddaj pendrive Evil.- powiedział Ellington. Dziewczyna spojrzała na niego bystrzej.
- Zła odpowiedź.- rzekła i rzuciła prętem w stronę mężczyzny. Metal idealnie wbił się w broń Ell'a przez co stała się bezużyteczna. Drugi metal poleciał w jego stronę, Ale teraz mężczyzna zdołał się obronić odskakując do tylu. Kobieta już na niego ruszyła. Zaczęli walczyć. Evil już dawno nie maila przeciwnika, który dorównał by jej techniką. Po ciężkiej wymianie ciosów Ell w końcu oberwał.
- Technike masz dobrą, Ale do walki trzeba też trochę sprytu.- skomentowała to kobieta stojąc nad nim. On złapał ja za nogę i oboje znaleźli sia na ziemi. Evil zaczęła okladac go pięściami. Wykonała parę ruchów i była w idealnej pozycji by dusić przeciwnika co zaczęła robić.
- Czasami też przydaje się siła- wydyszał i zamachnął się uderzając kobietę z całej siły łokciem w nos. Evil odrzuciło, a Ell mógł spokojnie wstać. Blondynka wytarła ręką usta na, A na dłoni odbiła się krew. Zaśmiała się na jej widok. Wstała niepewnie i miała zaatakować mężczyznę, Ale zatrzymała się, bo zobaczyla, że ktoś biegnie na niego od tyłu. Po chwili uderzył Ell'a w okolice szyi, a ten padł na ziemię nieprzytomny.
- Kim jest...- zaczęła, Ale poczuła silny ból w okolicy karku i straciła przytomność...

Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Wyglądało na jakąś piwnice. W tle słyszała kapiącą wodę. Bardzo bolała ją glowa i nadgarstki, które miała skrępowane sznurami. Była przywiązana do krzesła. Dopiero po chwili zauważyła, że obok niej siedzi Ell. Patrzył na nią, a ona przyglądała się jego ranie  na głowie, z której sączyła się krew.
- O błagam powiedz, że ja takiej nie mam.- skrzywiła się na samą myśl.
- Nie wiem. Ta duża plama krwi zasłania głowę.- odpowiedział. Kobieta przewróciła oczami.
- Gdyby nie Ty wszystko poszło by dobrze.- syknęła.
- Gdybyś nie kradła pendrive to to nigdy by się nie wydarzyło.- odpowiedział. Nagle drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Ellington rozpoznał odznakę współpracujej z S.O.H.A. organizacji.
- Ej!- zawołał. - Zaszła pomyłka! Pracuję Dla S.O.H.A.! Sprawdźcie Ellington Ratliff!- skończył. Mężczyzna zatrzymał sie.
- Sprawdzimy.- rzekł chlodno i już chciał wyjść, ale zatrzymała go Evil.
- Chyba mam prawo do telefonu!- - To nie posterunek dziwko.- zaśmiał się i wyszedł.
- Chyba Cie  nie lubią.- zażartował Ell. Kobieta spojrzała na niego wściekła. Milczeli chwilę.
- Coś dużo macie tych Ratliff'ów w S.O.H.A.... Patrząc na wiek Erik'a i na Ciebie to myślę, że ty i twój braciszek jesteście jakimś dobrym duetem agentów, hę? To rodzinne?- zapytała już go przesłuchując. " Musisz dużo wiedzieć o swoim wrogu''.
- On...on Nie miał być w agencji. Oszukano mnie.- Ostatnie zdanie powiedział cicho, a dziewczyna je spokojnie usłyszała.
- Oooo... I ty dalej jesteś w agencji? Ja już bym dawno była na Karaibach!- zawołała. Mężczyzna sam dziwił się, że nie ma żadnych problemów z zwierzania się ze swojego osobistego życia.
- No chyba że zawodowa morderczyni ma go na celowniku.- powiedział sarkastycznie, a dziewczyna przewróciła oczami. -Z resztą nie odszedł bym.- Znowu zapadła cisza. Evil jest kobietą dla której nic się nie liczy. Nic oprócz rodziny, której już nie ma. Oczywiście nie patrzy na świat tak, że nie zabije kogoś bo ma rodzinę, Ale jest dla niej ważna
- Okej, pomogę Ci, ale tylko dlatego, ze chcę tym wygrać coś dla siebie.- zaczęła. - Po pendrive wysłał minę facet, który nie wiedział co na nim jest. Przed tym jak go zabiłam dowiedziałam się, że ktoś mu kazał mnie wynająć. Zdobyłam numer,a mój informatyk odkrył, że prowadzi on tu...-
- Co masz na myśli?- zapytał domyślając się do czego zmierza kobieta.
- Podejrzewam, że to oni chcą Twojego brata. Nie wiem po co, ale zdradzili twoją agencję.- dokonczyła.
- To nie możliwe. Pracujemy razem od 50 lat.- zaprzeczył Ell.
- Być może, Ale władze organizacji się już zmieniły. Zrobimy Tak, że wymusze jakoś na nich ten telefon i zadzwonię na ten numer. Jeśli usłyszymy go tu, to znaczy, że to oni. Co zrobisz po tym jak Cię wypuszczą zależy od Ciebie.- powiedziała mając nadzieję, że jej pomoże. W tym momencie drzwi otworzyły się i do sali weszło ośmiu mężczyzn, którzy ustawili się w równym rzędzie. Przed nimi staną jeszcze jeden, widać, że był szefem.
- Evil. Poszukiwana w 37 krajach. To dla nas zaszczyt Cię zabić.- zaśmiał się.
- Chciałbyś. Chcę skorzystać z telefonu. W końcu i tak umrę.- syknęła. Mężczyzna przewrócił oczami.
- Podprowadzić ja do telefonu, a Ratliff'a wypuścić.- rozkazał. Dwójka podeszła do kobiety i odwiązali ją od krzesła. Szarpiąc nią podprowadzili Evil do telefonu, który był w kącie sali.
- Bardzo nam przykro za to nieporozumienie.- zaczął przepraszać szef Ell'a gdy jego słudzy go odwiązywali.
- Proszę bardziej uważać Haris. Nie chcemy chyba problemów.- odpowiedział Ell rozmasowując obolałe nadgarstki.
- Długo tam jeszcze?- zawołał Haris do Evil.
- Już dzwonię!- odkrzyknęła. Spojrzła prosto w oczy Ell'a, który miał już wychodzić. Wcisnęła zieloną słuchawkę, doczekali chwilę...
Telefon Haris'a zadzwonił...

środa, 16 grudnia 2015

2. Los Angeles


      Nie mógł przeżyć tego, że tyle lat żył w kłamstwie. Dwa najistotniejsze w tej chwili słowa powtarzał sobie niczym mantrę: ‘dorwać Evil’. Słyszał o niej wiele, wiedział, że ta kobieta to czyste zło. Snuły się o niej najróżniejsze historie i każda była tak samo zaskakująca. Najlepsze było to, że nikt nie wiedział o niej zbyt dużo, najczęściej były to plotki, tylko w malutkim procencie wiążące się z prawdą. W takim wypadku nasuwa się pytanie ‘Jak można złapać, kogoś kto jest cieniem?’’, bo tak można było nazwać Evil- cieniem. Zabijała z zimną krwią, teraz jej celem został jego brat. Nie zamierzał tak tego zostawić. Postanowił, że ją dorwie i zabije. Chociaż nie chciał się do tego przyznać, wiedział, że ta chwila nadejdzie, że będzie musiał kiedyś opuścić swoją cudowną żonę i jedynego synka. Nagle od głowy przyszła mu myśl, że zrobi Sarze niespodziankę. Pierwszy raz wrócił tak wcześnie z pracy, więc była to odmiana. Po drodze wstąpił do kwiaciarni i jubilera, gdzie kupił bukiet czerwonych róż i złotą bransoletkę na której wyryty był napis ‘na zawsze’, dla kobiety swojego życia. Kupił w zwykłym sklepie spożywczym ozdobną torebkę i wszystko do niej wrzucił. Po kilku minutowej jeździe, wreszcie dotarł pod dom. Zdziwiła go jedna rzecz. Na parkingu stało czarne Porsche.
     - Może ktoś odwiedził Sarę. – Ledwo co pomyślał, a już dotarł do drzwi wejściowych i przekręcił kluczyk w zamku, który niemal natychmiast puścił. Ell wbiegł do środka, a następnie skierował się do małżeńskiej sypialni. Otworzył drzwi… i cały osłupiał. Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego małżonka, w łóżku z jakimś obcym facetem! Mimo tego, że przeżył wiele, to był cios prosto w serce. Coś w nim pękło i na to nie było już rady.
     - Jak możesz! Tyle razem przeżyliśmy… Nie wystarczałem ci? Wierzyłem ci we wszystko, a teraz tyle wspólnych lat poszło się walić! –Krzyknął, po czym zdjął z palca obrączkę i rzucił na ziemię. Chciał zapomnieć, tylko to się liczyło. Miał zamiar powiedzieć jej o wyjeździe w delikatny sposób, ale to pokazało jaka jest prawdziwa Sara. – Wyjeżdżam, już nigdy nie chcę cię widzieć! Nigdy… -Syknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami.
     - Ell, wszystko ci wytłumaczę! Proszę, daj mi szansę, to nie tak jak myślisz! – mówiła przez łzy. Już go to nie interesowało. Nadszedł czas, żeby wyłączyć uczucia.

      Czy było jej przykro? Czy miała wyrzuty sumienia? Otóż nie, ta kobieta nie przejmowała się niczym. Tak już niestety jest. Niektórzy rodzą się, aby zostać lekarzami, inni nauczycielami, a jeszcze inni mordercami. Takie było życie, najwyraźniej tak chciało przeznaczenie. Zrozumiała to i wyłączyła człowieczeństwo. Wiedziała, że z nastawieniem: „On nie zasługuje na śmierć”, czy „Nie wolno odbierać komuś życia”, daleko nie zajdzie. Teraz gdy jej pracodawca, który był jedynie czyjąś marionetką leży w zimnym grobie, nic jej tutaj nie trzyma, a przede wszystkim nikt nie będzie jej rozkazywał. Stała się nowym człowiekiem- Evil, Rydel na tę chwilę odeszła i nie zapowiada się, żeby wróciła. Dawnego życia nie pamięta, pogrzebała wspomnienia, włącznie ze starą sobą. Kiedyś była normalną dziewczyną, a teraz sunie przez miasto swoim kabrioletem Chevrolet Camaro, myśląc jedynie o dorwaniu Erika i jego pracodawcy. Jedyną wskazówką jest mała karteczka, na której jest wypisane kilka cyfr. Ze schowka wyciągnęła swój jednorazowy telefon, który zaraz i tak miała wyrzucić. Pierwszym numerem, jaki wykręciła, był ten do jej nowego kolegi. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci… Odebrał.
     - Scott, tu Evil. Mam do ciebie sprawę.
     - Evil? Tak jasne, jasne. O co chodzi? –Zapytał pośpiesznie, jakby myśląc, że jeżeli dziewczyna zmarnuje przez niego swój czas, może pożegnać się z życiem. Niestety, wiedziała, że chłopak ma referencje i może jej się jeszcze nie raz przydać.
     - Namierzysz mi kogoś- powiedziała stanowczo.
     - Masz numer tej osoby?
     - Tak, jasne. Wyślę ci w wiadomości. Tylko się pośpiesz, masz mi podać dokładny adres – rozłączyła się i nadesłała mu numer. Teraz jedyną rzeczą pozostało czekać. Dosłownie po kilku minutach odebrała SMS z dokładnymi danymi.
     - Los Angeles? Nie ma problemu.-pomyślała i wbiła kolejne kilka cyfr.
     - Derek? – był winny kobiecie przysługę, o którą właśnie zamierzała się upomnieć.
     - Tak, kto mówi? – usłyszała głos po drugiej stronie słuchawki.
     - Evil – wydusiła, jakoś nie miała w tej chwili ochoty na rozmowę z nim, ale tylko on mógł jej teraz pomóc.
     - Evil, to naprawdę ty?! – zapytał ją niedowierzaniem.
     - Masz mi załatwić lot do Los Angeles. Najlepiej na dzisiaj.
     - Oczywiście! – na chwilę zapanowała cisza, aż ponownie się odezwał – Za 1.5 godziny mój samolot wylatuje z lotniska ‘Alameda das Comunidades Portuguesas,1700-111’. Dasz radę tam dotrzeć?
     - Jasne, wiem, gdzie to jest. Powiedz, że mają wpuścić kobietę o krótkich brązowych włosach. Naszym hasłem będzie ‘mal’ (zło). – Rzuciła i się rozłączyła. Gwałtownie zahamowała i zjechała na pobocze. Otworzyła bagażnik. Leżała w nim ogromna skrzynia z przebraniami i perukami. Wyjęła wcześniej wspomniane sztuczne włosy. Swoje naturalne przykryła specjalną siateczką, zgarnęła jeszcze jeansy i luźną koszulę w kratę. Wsiadła do samochodu i zaczęła się przebierać. Efekt ją zadowolił. Jeszcze tylko ze schowka wzięła kosmetyki, rzęsy przejechała tuszem, a usta błyszczykiem. Za pasek spodni wsadziła kieszonkowy nóż. Była gotowa. Przesiadła się na przednie siedzenie i ruszyła w stronę lotniska.
Zajęło jej to ponad godzinę, ale w końcu dotarła na miejsce. W pierwszym momencie zatrzymała ją ochrona, ale gdy tylko wypowiedziała słowo ‘mal’, od razu odprowadzili ją do samolotu. Derek dał radę. Chociaż ten nieudacznik zawsze miał jakieś problemy, to i tak przydawał się, gdy trzeba było pomóc. Zajęła byle jakie miejsce, a środek transportu powoli zaczął się unosić w powietrze. Czekała ją długo wyczekiwana podróż.
*****
Kolejny rozdział za nami. Mamy nadzieję, że Wam się podobało i dalej będziecie śledzić losy Rydel, tzn. "Evil" i Ell'a. Zostawcie po sobie jakiś ślad, żebyśmy wiedziały, że jesteście! <3 
Do napisania ;)
~Dżagi
~Marzycielka
~Zakochana




wtorek, 8 grudnia 2015

1. "Potwór kontra potwór"

Lizbona. Za dnia tętniąca życiem, które dla niektórych znaczy wieczną zabawę. Miasto, w którym nie można narzekać na nudę czy nostalgię. Nocą budzi się do życia. Gdy tylko zajdzie słońce młodzież z całego miasta zjeżdża się do najlepszego klubu w Lizbonie - "Diversão". Przed budynkiem roiło się od pijanych, najaranych i naćpanych nastolatków. Wśród tłumu dziewczyna o krótkich, kruczo czarnych włosach. Wysoka, piękna, o figurze modelki. Ubrana w brązowy płaszcz  z brązowym kapturem zaciągniętym na głowę. Zgasiła papierosa, zapłaciła barmanowi i zaczęła się przepychać przez tłum idąc w stronę wyjścia. Przed klubem przechodziła obok grupki chłopaków. Jeden z nich zagwizdał za dziewczyną i krzyknął  " Hey pouco!" (hej mała). Zignorowała to,  nie patrząc na chłopaka. Nawet gdyby chciała, po prostu nie miała czasu. Miała zadanie do wypełnienia. Ruszyła w stronę centrum miasta. Droga prowadziła przez ciemne kamienice, gdzie często zbierali się menele, dilerzy i dresiarze. Każdy z nich oglądał się za nią, alenawet nie gwizdnął. Dlaczego? Ze strachu. Każdy ją tu znał. Zatrzymała się przy grupie ubranych na czarno łysych mężczyzn. Najwyższy z nich lekko uśmiechnął się na jej widok.
- Evil.- powiedział. Dziewczyna zdjęła kaptur z głowy i przejechała ręką po czarnych włosach.
- Hugo.- Chłopak skrzywił się na wspomnienie swojego imienia.
- Ehh miałaś tak do mnie nie mówić.- rzekł całkowicie poważnie co w duchu rozśmieszyło dziewczynę jednak zachowała kamienną twarz.
- Potrzebuję informatyka.-
- Rządowa robota?- zapytał. Czarnowłosa nie lubiła jak ktoś chciał wiedzieć za dużo.
- Coś trudniejszego.-
- Mam takiego jednego... Kiedy?- Dziewczyna spojrzała na zegarek w myślach ogarniając cały swój plan.
- Za godzinę, w klubie.- Hugo pokiwał twierdząco głową. -Jakie hasło?- zapytała nie marnując czasu na niepotrzebne pogawędki.
- Oslo.- Dziewczyna przewróciła oczami i westchnęła.
- Nigdy nie bawiliście się w motylki i koniki.- powiedziała. Wyciągnęła telefon i szybko wstukała kolejny punkt swojego planu dnia. Od czasu do czasu zerkała zza telefonu na kolegów Hugo, których zobaczyła dopiero teraz. Schowała komórkę do płaszcza.
- Widzę, że nauczyłeś swoich kolegów nie warczeć na pierwszą lepszą osobę.- powiedziała oglądając kompanów Hugo.
- To dobrze. Przecież nie chcemy, żeby przytrafiło im się to samo co Pablo...- dodała i oboje jakby się zmówlili przystawili sobie noże do gardeł.
- Pablo był moim przyjacielem!- wykrzyczał chłopak ze łzami w oczach, przyciskając mocniej nóż do tętnicy czarnowłosej, która zaśmiała się.
- Gdyby nie wtykał nosa w nieswoje sprawy nadal by żył.- rzekła i jednym zwinnym ruchem wykrzywiła chłopakowi rękę, przez co wypadł mu niż. Następnie odwróciła go do siebie plecami tak, by mogła mówić wprost do jego ucha. Jego koledzy natychmiast się poruszyli, ale dziewczyna ich uciszyła.
- Ciiiiiii... Nie radzę.- powiedziała dociskając nóż do skóry Hugo.
- Miałeś być grzecznym chłopcem Hugo. Chyba nie chcesz powtórki z Las Vegas?- wyszeptała mu do ucha. - Informatyk ma być za godzinę!- powiedziała groźnym tonem i popchnęła go na jego towarzyszy, którzy od razu go złapali. Dziewczyna założyła kaptur, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę klubu.
- Nie wystrasz go. Gówniarz ma dopiero 19 lat.- krzyknął jeszcze za nią Hugo.
- Zapamiętam.- odkrzyknęła i zniknęła za jedną z kamienic. W tych okolicach nie była mile widziana. Ruszyła w stronę kamienicy  oddalonej od klubu o trzy ulice. Przechadzała się tą ulicą wymijając różnych ludzi, ale żaden z nich nie był jej celem. W pewnym momencie na ulicy zrobiło się cicho, a zrezygnowana dziewczyna usiadła na ławce. Wtedy usłyszała kroki trzech osób. Swoim sprytnym okiem wypatrzyła jeszcze jednego snajpera. Zza kamienicy wyłonili się ubrani w garnitury mężczyźni. Czarnowłosa zaczęła udawać, że na kogoś czeka. Rozglądała się po ulicy i wzdychała głośno. Kiedy mężczyźni ją  omijali wstała i zaczepiła jednego z nich.
- Przepraszam wie Pan która godzina? Umówiłam się z chłopakiem, ale zgubiłam zegarek.- podrapała się po głowie i nerwowo zaśmiała się. Mężczyzna spojrzał na swój zegarek, Ale nie zdążył odpowiedzieć. Zanim się zorientował, usłyszał huk i padł martwy na ulicę. Walka rozpoczęła się. Dziewczyna kopnęła w twarz jednego z mężczyzn. Drugi już atakował ją z drugiej strony, jednak dziewczyna sprytnie zasłoniła się jego ciałem i w ten sposób obroniła się przed atakiem i strzałem snajpera. Drugi mężczyzna padł martwy. Trzeci dla dziewczyny również nie był wyzwaniem. Chwyciła za nóż przymocowny do uda i poderżneła mu gardło. Ruszyła biegiem do kiemienicy. Wdrapała się na dach i najciszej jak potrafiła próbowała zakradnąć się do snajpera od tyłu. Jednak mężczyzna na nią czekał. Wyciągnęła pistolet i schowała się za ścianą. Gdy tylko wychyliła głowę zza muru pocisk poleciał w jej stronę. W ostatniej chwili uchroniła się przed śmiercią. Poczekała aż snajper będzie ładować karabin i wyskoczyła zza ściany strzelając prosto w serce. Tak jak się domyślała jej cel - pendrive miał właśnie snajper. Znalazła go w środkowej kieszeni marynarki.

Dotarła do klubu.
Przeciskając się przez tłumy nastolatków usiadła przy barze. Swoim sprytnym okiem wypatrzyła młodego chłopaka w okularach. Jej cel. Informatyk. Niepostrzeżenie przysunęła się do niego. W końcu ją zauważył i nie mógł oderwać od niej wzroku. Wykorzystała to. Wstała i usiadła obok niego.
- Hej. Mogę się dosiąść?- zapytała niepewnie. Chłopak był w szoku. Widać po nim było, że nie ma doświadczenia z dziewczynami. Kiwnął twierdząco głową.
- Przepraszam że się tak sama narzucam, ale jeśli ja się do kogoś nie dosiądę to ktoś dosiądzie się do mnie, a ja raczej chcę uniknąć użerania się przez cały wieczór z jakimiś pijanym gościem.- mówiła, a chłopak wpatrywał się w nią jak w obrazek. - Oczywiście nie obraże się jeśli postawisz mi drinka.- zaśmiała się. Blondyn jakby dopiero oprzytomniał i zamówił Martini. Rozmawiali przez chwilę. Informatyk miał na imię Scott, a Evil przedstawiła się jako Ana. Po godzinie namiętnie się całowali. Dziewczyna obdarowywała blondyna pocałunkami po ustach, policzkach, szyi i przygryzała płatek jego ucha w które wyszeptała wyraz "Oslo". Chłopak natychmiast odepchnął ją od siebie.
- Wiedziałem, że coś tu nie gra. Przysłał Cię Hugo?- zapytał oficjalnym tonem.
- Masz robotę. Chodźmy stąd.- powiedziała już ostro i wstała od baru.
- Nie mogłaś od razu powiedzieć o co chodzi?- zadał kolejne pytanie. Dziewczyna odwróciła się do niego uśmiechając się.
- Tak było zabawniej, a teraz chodź. Nie mamy czasu.- Ruszyli. Przed klubem wsiedli do czarnego auta dziewczyny i pojechali do starych opuszczonych magazynów. Chłopak włączył swojego laptopa, wziął od Evil pendrive'a i zaczął pracować.
- Skąd ty to masz? Więcej zabezpieczeń niż na wojskowym serwerze.- mówił stukając palcami w klawiaturę komputera. Dziewczyna stała za nim oddalona o jakieś pięć metrów. Przebierała się z sukienki w obcisniety czarny kombinezon.
- Nie chcesz wiedzieć. Wtedy musiałabym Cię zabić.- odkrzyknęła mu. Ubrała się i podeszła do chłopaka rzucając na jego biurko czarną perełkę. Długie blond włosy opadały na jej plecy sięgając do końca łopatek.
- I tak mnie zabijesz prawda?- zapytał nie odrywajac wzroku od laptopa. Dziewczyna chwyciła jego twarz I obróciła tak by patrzył na nią.
- Zwariowałeś? Uwielbiam wspierać młode talenty.- powiedziała i puściła go. Chłopak od razu wrócił do pracy.
- Znam Cię. Jesteś Evil. Zabijasz wszystkich.-
- Okej, posłuchaj. Wiem, że jesteś nowy w tej branży, Ale pamiętaj, że nigdy nie mówi się drugiej osobie ile wiesz na jej temat. Może Cię wziąć za zagrożenie i bez wahania poderżnie Ci gardło.- powiedziała i spojrzała na komputer. - Długo jeszcze?- zapytała.
- Właściwie to już.- odpowiedział Scott i obrócił laptopa w stronę dziewczyny. Oboje wczytywali się w treść dokumentów. - Kim do cholery jest Erik Ratliff?- zapytał chłopak.
- Kimś za kogo powinnam dostać o wiele więcej I kimś za kogo zginie wiele ludzi...-

Podjechała swoim czarnym samochodem pod siedzibę swojego aktualnego pracodawcy. Zła jak osa wysiadła z auta i skierowała się do budynku. Najpierw przywitali ją ochroniarze. Rytunowa kontrola, którą Evil zawsze rozumiała, ale nie dzisiaj. Była tak zła że jednym szybkim ruchem powaliła większego o dwie głowy od siebie ochroniarza. Następny spotkał się z jej czternasto centymetwowym obcasem i również upadł na ziemię. Przeszła tak przez cały korytarz atakując każdego kogo tylko zauważyło jej oko. Już przy samym gabinecie jej zleceniodawcy jej ostatnia ofiara resztkami sił próbowała włączyć alarm, Ale kulka w głowie skutecznie unieszkodliwiła mu to. Evil kopnięciem otworzyła drzwi i trzymając pistolet w ręce z zadowoleniem stwierdziła, że w pomieszczeniu jest tylko jej szef. Schowała broń i spojrzała na mężczyznę, który był przerażony.
- Opowiem Ci pewną historię.- zaczęła blondynka. - Pewien mężczyzna chciał wykrść dane organizacji S.O.H.A. jednak uznaje, że to zadanie jest ponad jego siły, więc co robi?- zapytała i usiadła na biurku mężczyzny bawiąc się nożem, który miała przymocowany do uda.
- Wynajmuje zawodowego najemnika, a dokładniej kobietę. Mówi jej, że ma wykrść pendrive'a na którym są dane osobowe agentów danej organizacji i proponuje standardową kwotę. Dziewczyna wie, że przy tak mało ważnym celu więcej nie wynegocjuje więc zgadza się i wszystko wychodzi jej perfekcyjnie. Bez problemu kradnie pendrive, jednak jej zleceniodawca nie wiedział, że ona zawsze dokładnie analizuje swoje zdobycze. Tak było i tym razem. Okazało się, że została okłamana, a nie oszukujmy się, może i ona jest najemnikiem, ale przede wszystkim jest kobieta, a jak wiemy kobiety często nie radzą sobie z emocjami. Bez jakiego kolwiek planu wpada do siedziby szefa i zabija wszystkich, którzy tylko zagradzają jej drogę. Może wiesz co dzieje się dalej?- zadała już drugie pytanie, a po czole mężczyzny spłynęły krople potu.
- Nie wiedziałem co jest na pendrivie! Przysięgam!- krzyknął próbując wstać z fotela, jednak dziewczyna popchnęła go ponownie.
- Przestań w końcu kłamać, a może jakoś się dogadamy.- powiedziała spokojnie. - Co to jest projekt Z? I ile mogę za niego dostać?- dodała podnosząc głos. Mężczyzną przełknął głośno ślinę.
- Nie wiem. Naprawdę. Nic nie Wiem. Tyle mi kazali Ci zaproponować.- zaczął łkać. Dziewczyna spojrzała na niego zaciekawiona.
- Kto Ci kazał?- zapytała groźnym tonem i zbliżyła nóż do mężczyzny, który próbował się odchylić.
- Nie wiem! Nic nie wiem! Po prostu kazali.- zarzekał się. Dziewczyna westchnęła głośno.
- Chyba będę musiała sama z nimi porozmawiać.- wstała i zaczęła szukać czegoś w biurku mężczyzny. Wyrzucała z półek wszystkie papiery i inne rzeczy. W końcu znalazła małą karteczkę z napisem "Zaproponuj jej 500 000. Jakby co dzwoń: 641 826 000" schowała do kieszeni i skierowała się w stronę wyjścia.
- Uwierz mi. Nie chcesz ich znaleźć. Będzie po tobie.- usłyszała za plecami. Zatrzymała się i spojrzała na mężczyznę.
- Przypomniałeś mi o czymś.- powiedziała i chwyciła za nóż rzucając go prosto w serce swojego byłego szefa. Po czym jak gdyby nigdy nic wyszła z budynku i odjechała swoim czarnym autem.

Los Angeles. W siedzibie organizacji S.O.H.A. od rana panowało ogromne zamieszanie. Wszyscy biegali w tą i z powrotem. Ciągle czegoś szukali, a w głównej sali aż roiło się od informatyków którzy próbowali namierzyć nadajnik skradzionego pendrive'a. Jeden z głównych kapitanow - Monica- nadzorowała ich prace. Stała w centrum dowodzenia i wpatrywała się w ogromne ekrany. Nagle zauważyła mężczyznę na którego widok od razu się uśmiechnęła.
- Ell! Dawno Cię u  nas nie było!- powiedziała na przywitanie i przytuliła bruneta.
- Wiesz sprawy rodzinne. Młody miał urodziny i zażyczył sobie podróż do  Disneylandu.- zaśmiał się mężczyzna. - Spory ruch.- stwierdził rozglądając się po pomieszczeniu. - Coś się stało?- zapytał. Kobieta od razu się skrzywiła.
- Wzywa Cię. Lepiej żeby to on Ci wytłumaczy.- westchnęła.
- Teraz to mnie zamartwiłaś.-
- Sytuacja jest poważna. Idź już lepiej.- popchnęła go lekko w stronę windy. Ruszył w jej stronę, po drodze witając się z paroma osobami. Windą wyjechał na ostatnie piętro I skierował się wprost do gabinetu szefa. Zapukał i nie czakajc na odpowiedź wszedł do środka. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna patrzył na panoramę miasta, którą było doskonale widać zza przeszklonych ścian. Ell podszedł do niego i podał mu dłoń.
- Część. Widzę niezły bałagan macie tam na dole. Co się stało. Monic nie chciała mi powiedzieć.- przywitał się z mężczyzną i usiadł przed stojącym na środku sali biurkiem z plakiedką "David Mavel". Jego szef również usiadł za meblem.
- Dobrze Cię widzieć po urlopie.- rzucił na sam początek, jakby nie chciał pokazać, że coś go trapi, Ale Ell to widział.
- Co się talo David?- zapytał. Mavel westchnął głośno i położył ręce na brązowym blacie.
- Projekt "Z" został skradziony.- wystrzelił jak z karabinu. Ell otworzył szerzej oczy i mimowolnie zacisnął dłonie w pięści.
- Jak to? Przez kogo?- zapytał trochę zbyt głośno. David spuścił wzrok.
- Evil.- To jedno słowo odbijało się w głowie bruneta. Już nie jeden śmiałek z agencji próbował ją namierzyć i przechytrzyć. Na próżno.
- Ale chyba jeszcze nie wprowadziliście do projektu moich danych?- zapytał. David spiął się. Nerwowo przejechał ręką po blond włosach.
- Właśnie w tym rzecz.- powiedział chłodno. -Dane zostały wprowadzone.- Ell nic nie mówił tylko ze zdenerwowaniem rozglądał się po gabinecie. - To Nie wszytko.- dodał David, A brunet podniósł na niego spojrzenie pełne przerażenia.
- Zostałeś odepchnięty od projektu. To nie były twoje dane.- rzekł z bólem w głosie. Ellington spojrzał na niego zaciekawiony. Bał się najgorszego. Jego dłonie ponownie zacisnęły się w pięści.
- Więc kogo?- zapytał zaciskając zęby. Spodziewał się odpowiedzi.
- Powinienem Ci powiedzieć.- zaczął się tłumaczyć David.
- Kogo?!- wykrzyczał brunet podnosząc się z miejsca i uderzając rękami o biurko.
- Erik. Wybrano Erik'a.- wyznał. Ellington odszedł od biurka i odwrócił się tyłem do przyjaciela. - Powinienem Ci powiedzieć...- dodał blondyn, a przez Ellingtona przeszła kolejna fala złości.
-  Do cholery jasnej! Obiecałeś mi David!- wykrzyczał odwracając się w stronę mężczyzny.
- Obiecałeś, że zostawcie młodego w spokoju.- dodał już spokjniejszym tonem i usiadł na krześle.
- Ty nie rozumiesz.- zaczął David. - Projekt "Z" nie powstał dwa lata temu tak jak to tobie powiedziano. Tylko pięć. Jeszcze za czasów kiedy nie chciałeś z nami pracować. To miała być pułapka na Ciebie, a twój brat miał być przynętą. Prosiłeś nas żebyśmy mu nie mówili, tylko że od wiedział wcześniej niż ty...- powiedział, a Ell nic nie rozumiejąc wpatrywał się w blondyna ze  znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie rozumiem..- wyszeptał.
- Do projektu musiał być wybrany ktoś wprost idealny. Idealny fizycznie i psychicznie, a przede wszystkim nie mógł mieć rodziny, która by go rozpraszała. Ty byłeś tym ideałem, Ale nie chciałeś z nami pracować, więc zaproponowaliśmy to twojemu bratu. Wiedzieliśmy, że zrobisz wszystko by on był bezpieczny, nawet sam zgłosisz się do projektu. Wtedy okazało się że będziesz ojcem. Wszystkie plany miały iść na marne. Ale nasi naukowcy byli zbyt ambitni. Postanowili wziąć kogoś kto jest bardzo do Ciebie podobny. Erik. Przez przypadek dowiedziałeś się O projekcie, więc pozwoliliśmy Ci myśleć, że to ty zostałeś wybrany. Abyś się nie dowiedział wysłaliśmy Erik'a na kilku letnią misję do Wietnamu.- powiedział i czekał na reakcje przyjaciela, który bił się z myślami. Spuścił głowę i wpatrywał się w swoje dłonie. Swój wzrok zatrzymał na obrączce, na której wygrawerowano napis "Sara i Ellington Forever ". Szybko zdjął i schował pierścionek do kieszeni. Nie mógł na niego patrzeć. Jeszcze na dodatek dowiaduje się takich rzeczy. Jego własny brat go okłamał. Tak samo jak jego przyjaciel. Mimowolnie przed jego oczami stanęła scena sprzed sześciu lat, kiedy jego rodzice wyprowadzili się na drugi koniec świata, a on obiecał swojej matce, że zajmie się młodym. Zawiódł. Nie dość, że Erik bierze udział w mega niebezpiecznym projekcie to jeszcze zawodowa morderczyni ma jego dokładne dane.
- Po co mnie wezwałeś?- zapytał chłodno nadal nie patrząc na przyjaciela.
- Mam dla Ciebie misję.- odpowiedział David. Ell wiedział o co chodzi. Wstał i spojrzał na przyjaciela.
- Znajdę ją i jeśli będzie taka potrzeba rezerwę jej gardło własnymi rękami.- rzekł chłodno i odwrócił się w stronę drzwi.
- To nie wszystko.- usłyszał głos i przystanął. - Mike nie żyje. To on miał skradzionego pendrive'a. Zabiła jego oddział.- powiedział próbując nie pokazywać jak śmierć jego prawej ręki na niego wpływa, ale głos go zdradził. Ell zamknął oczy próbując zapanować nad emocjami. Mimowolnie znów zacisnął dłonie. - Uważaj Ell. Ta kobieta nie potrzebuje broni. Ona nią jest. To prawdziwy potwór.- ostrzegł go David. Ell rozluźnił dłonie i wykrzywił usta w sarkastucznym uśmiechu.
- Dlatego wysyłasz mnie, prawda?- zapytał i odwrócił się w stronę przyjaciela. - Potwór kontra potwór.- dodał i jakby stał się nieobecny wzrokiem. Stał tak kilkanaście sekund. - Wyjeżdżam po pogrzebie.- rzucił i ruszył w stronę wyjścia. Już chwycił klamkę kiedy po raz kolejny zatrzymał go David.
- Przepraszam Ell, że Ci nic nie powiedziałem, że współtworzyłem pułapkę na Ciebie. Przepraszam, ale miałem takie rozkazy.- tłumaczył się, a Ell mimowolnie mocniej zacisnął dłoń na klamce.
- David, którego kiedyś znałem zrobiłby wszystko dla przyjaciół. Nawet nie wykonałby rozkazów.- powiedział chlodno i wyszedł z gabinetu szefa. Następnie wsiadł do samochodu i pojechał do domu z zamiarem przygotowania się do misji. Misji, która okazała się być najważniejszą w jego życiu...

******
Witamy ponownie :3 Oto pierwszy rozdział naszej historii :D Mamy nadzieję, że przypadł wam do gustu i zostawcie po sobie ślad :D Do napisania <3 
~Zakochana
~Marzycielka
~Dżagi

wtorek, 1 grudnia 2015

Prolog


Sploty różnych wydarzeń decydują o charakterze człowieka. Jeśli ktoś żyje szczęśliwie bez problemów, cierpienia, straty może liczyć na spokój ducha. Jednak co się dzieje kiedy ktoś przeżył wszystko co najgorsze? Czy człowiek może stać się potworem? Czy potwór może stać się człowiekiem? Historia, którą chcemy Wam przedstawić nie opiera się na dobru, miłości czy szczęściu. Jest przepełniona cierpieniem, płaczem, bezdusznością, krwią, wyborem między ciemnością a światłem, miłością a nienawiścią.
To czy chcesz ją przeżyć razem z nami zależy tylko od
Ciebie.

******

Heloł XD Mam na imię Weronika (potocznie Dżagi ^^).  Mogę śmiało przedstawić się jako R5-er i Bambino, kocham rysować... Często mam głupawkę i o wiele za dużo mówię. Jestem raczej pozytywnym człekiem. Dodam jeszcze tylko, że opowiadanie będzie super przez 8 u. Także zapraszam do czytania.
~Dżagi


Elo melo XD .. Jestem Natalia ( leszczu XD) chodze do 1 liceum i uwielbiam pisac opowiadania, lecz jestem straaaaasznie leniwa, wiec z tym u mnie ciezko, ale sie staram ;*. 
Jestem za Routney ( a co mi tam :)). I loffciam Jelse ( Elsa i Jack Frost dla nie wtajemniczonych :*).
Uwielbiam śpiewać i od 6 lat gram w teatrze.
~Marzycielka

Okej, no to zaczynamy!
Hejo! :D
Agnieszka jestem! Taka troszkę ze mnie nieśmiała dziewczynka, Ale myślę, że sobie poradzimy :D Prowadziłam (prowadzę) jeszcze dwa blogi, ale nigdy o tak "mrocznej" tematyce, więc można powiedzieć, że to mój debiut :D
Mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie zostawiać po sobie ślad :D
Do napisania!
~Zakochana