- Może ktoś odwiedził Sarę. – Ledwo co pomyślał, a już
dotarł do drzwi wejściowych i przekręcił kluczyk w zamku, który niemal
natychmiast puścił. Ell wbiegł do środka, a następnie skierował się do
małżeńskiej sypialni. Otworzył drzwi… i cały osłupiał. Nie mógł uwierzyć w to
co widzi. Jego małżonka, w łóżku z jakimś obcym facetem! Mimo tego, że przeżył
wiele, to był cios prosto w serce. Coś w nim pękło i na to nie było już rady.
- Jak możesz! Tyle razem przeżyliśmy… Nie wystarczałem
ci? Wierzyłem ci we wszystko, a teraz tyle wspólnych lat poszło się walić!
–Krzyknął, po czym zdjął z palca obrączkę i rzucił na ziemię. Chciał zapomnieć,
tylko to się liczyło. Miał zamiar powiedzieć jej o wyjeździe w delikatny
sposób, ale to pokazało jaka jest prawdziwa Sara. – Wyjeżdżam, już nigdy nie
chcę cię widzieć! Nigdy… -Syknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami.
- Ell, wszystko ci wytłumaczę! Proszę, daj mi szansę,
to nie tak jak myślisz! – mówiła przez łzy. Już go to nie interesowało.
Nadszedł czas, żeby wyłączyć uczucia.
Czy było jej przykro? Czy miała wyrzuty sumienia? Otóż
nie, ta kobieta nie przejmowała się niczym. Tak już niestety jest. Niektórzy
rodzą się, aby zostać lekarzami, inni nauczycielami, a jeszcze inni mordercami.
Takie było życie, najwyraźniej tak chciało przeznaczenie. Zrozumiała to i
wyłączyła człowieczeństwo. Wiedziała, że z nastawieniem: „On nie zasługuje na
śmierć”, czy „Nie wolno odbierać komuś życia”, daleko nie zajdzie. Teraz gdy
jej pracodawca, który był jedynie czyjąś marionetką leży w zimnym grobie, nic
jej tutaj nie trzyma, a przede wszystkim nikt nie będzie jej rozkazywał. Stała
się nowym człowiekiem- Evil, Rydel na tę chwilę odeszła i nie zapowiada się,
żeby wróciła. Dawnego życia nie pamięta, pogrzebała wspomnienia, włącznie ze
starą sobą. Kiedyś była normalną dziewczyną, a teraz sunie przez miasto swoim
kabrioletem Chevrolet Camaro, myśląc jedynie o dorwaniu Erika i jego
pracodawcy. Jedyną wskazówką jest mała karteczka, na której jest wypisane kilka
cyfr. Ze schowka wyciągnęła swój jednorazowy telefon, który zaraz i tak miała
wyrzucić. Pierwszym numerem, jaki wykręciła, był ten do jej nowego kolegi.
Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci… Odebrał.
- Scott, tu Evil. Mam do ciebie sprawę.
- Evil? Tak jasne, jasne. O co chodzi? –Zapytał
pośpiesznie, jakby myśląc, że jeżeli dziewczyna zmarnuje przez niego swój czas,
może pożegnać się z życiem. Niestety, wiedziała, że chłopak ma referencje i
może jej się jeszcze nie raz przydać.
- Namierzysz mi kogoś- powiedziała stanowczo.
- Masz numer tej osoby?
- Tak, jasne. Wyślę ci w wiadomości. Tylko się
pośpiesz, masz mi podać dokładny adres – rozłączyła się i nadesłała mu numer.
Teraz jedyną rzeczą pozostało czekać. Dosłownie po kilku minutach odebrała SMS
z dokładnymi danymi.
- Los Angeles? Nie ma problemu.-pomyślała i wbiła
kolejne kilka cyfr.
- Derek? – był winny kobiecie przysługę, o którą
właśnie zamierzała się upomnieć.
- Tak, kto mówi? – usłyszała głos po drugiej stronie
słuchawki.
- Evil – wydusiła, jakoś nie miała w tej chwili ochoty
na rozmowę z nim, ale tylko on mógł jej teraz pomóc.
- Evil, to naprawdę ty?! – zapytał ją niedowierzaniem.
- Masz mi załatwić lot do Los Angeles. Najlepiej na
dzisiaj.
- Oczywiście! – na chwilę zapanowała cisza, aż ponownie
się odezwał – Za 1.5 godziny mój samolot wylatuje z lotniska ‘Alameda das
Comunidades Portuguesas,1700-111’. Dasz radę tam dotrzeć?
- Jasne, wiem, gdzie to jest. Powiedz, że mają wpuścić
kobietę o krótkich brązowych włosach. Naszym hasłem będzie ‘mal’ (zło). –
Rzuciła i się rozłączyła. Gwałtownie zahamowała i zjechała na pobocze.
Otworzyła bagażnik. Leżała w nim ogromna skrzynia z przebraniami i perukami.
Wyjęła wcześniej wspomniane sztuczne włosy. Swoje naturalne przykryła specjalną
siateczką, zgarnęła jeszcze jeansy i luźną koszulę w kratę. Wsiadła do
samochodu i zaczęła się przebierać. Efekt ją zadowolił. Jeszcze tylko ze
schowka wzięła kosmetyki, rzęsy przejechała tuszem, a usta błyszczykiem. Za
pasek spodni wsadziła kieszonkowy nóż. Była gotowa. Przesiadła się na przednie
siedzenie i ruszyła w stronę lotniska.
Zajęło jej to ponad godzinę, ale w końcu dotarła na miejsce. W pierwszym
momencie zatrzymała ją ochrona, ale gdy tylko wypowiedziała słowo ‘mal’, od
razu odprowadzili ją do samolotu. Derek dał radę. Chociaż ten nieudacznik
zawsze miał jakieś problemy, to i tak przydawał się, gdy trzeba było pomóc.
Zajęła byle jakie miejsce, a środek transportu
powoli zaczął się unosić w powietrze. Czekała ją długo wyczekiwana podróż.
*****
Kolejny rozdział za nami. Mamy nadzieję, że Wam się podobało i dalej będziecie śledzić losy Rydel, tzn. "Evil" i Ell'a. Zostawcie po sobie jakiś ślad, żebyśmy wiedziały, że jesteście! <3
Do napisania ;)
~Dżagi
~Marzycielka

Świetny rozdział, uwielbiam Wasze ff ♡
OdpowiedzUsuń