wtorek, 8 grudnia 2015

1. "Potwór kontra potwór"

Lizbona. Za dnia tętniąca życiem, które dla niektórych znaczy wieczną zabawę. Miasto, w którym nie można narzekać na nudę czy nostalgię. Nocą budzi się do życia. Gdy tylko zajdzie słońce młodzież z całego miasta zjeżdża się do najlepszego klubu w Lizbonie - "Diversão". Przed budynkiem roiło się od pijanych, najaranych i naćpanych nastolatków. Wśród tłumu dziewczyna o krótkich, kruczo czarnych włosach. Wysoka, piękna, o figurze modelki. Ubrana w brązowy płaszcz  z brązowym kapturem zaciągniętym na głowę. Zgasiła papierosa, zapłaciła barmanowi i zaczęła się przepychać przez tłum idąc w stronę wyjścia. Przed klubem przechodziła obok grupki chłopaków. Jeden z nich zagwizdał za dziewczyną i krzyknął  " Hey pouco!" (hej mała). Zignorowała to,  nie patrząc na chłopaka. Nawet gdyby chciała, po prostu nie miała czasu. Miała zadanie do wypełnienia. Ruszyła w stronę centrum miasta. Droga prowadziła przez ciemne kamienice, gdzie często zbierali się menele, dilerzy i dresiarze. Każdy z nich oglądał się za nią, alenawet nie gwizdnął. Dlaczego? Ze strachu. Każdy ją tu znał. Zatrzymała się przy grupie ubranych na czarno łysych mężczyzn. Najwyższy z nich lekko uśmiechnął się na jej widok.
- Evil.- powiedział. Dziewczyna zdjęła kaptur z głowy i przejechała ręką po czarnych włosach.
- Hugo.- Chłopak skrzywił się na wspomnienie swojego imienia.
- Ehh miałaś tak do mnie nie mówić.- rzekł całkowicie poważnie co w duchu rozśmieszyło dziewczynę jednak zachowała kamienną twarz.
- Potrzebuję informatyka.-
- Rządowa robota?- zapytał. Czarnowłosa nie lubiła jak ktoś chciał wiedzieć za dużo.
- Coś trudniejszego.-
- Mam takiego jednego... Kiedy?- Dziewczyna spojrzała na zegarek w myślach ogarniając cały swój plan.
- Za godzinę, w klubie.- Hugo pokiwał twierdząco głową. -Jakie hasło?- zapytała nie marnując czasu na niepotrzebne pogawędki.
- Oslo.- Dziewczyna przewróciła oczami i westchnęła.
- Nigdy nie bawiliście się w motylki i koniki.- powiedziała. Wyciągnęła telefon i szybko wstukała kolejny punkt swojego planu dnia. Od czasu do czasu zerkała zza telefonu na kolegów Hugo, których zobaczyła dopiero teraz. Schowała komórkę do płaszcza.
- Widzę, że nauczyłeś swoich kolegów nie warczeć na pierwszą lepszą osobę.- powiedziała oglądając kompanów Hugo.
- To dobrze. Przecież nie chcemy, żeby przytrafiło im się to samo co Pablo...- dodała i oboje jakby się zmówlili przystawili sobie noże do gardeł.
- Pablo był moim przyjacielem!- wykrzyczał chłopak ze łzami w oczach, przyciskając mocniej nóż do tętnicy czarnowłosej, która zaśmiała się.
- Gdyby nie wtykał nosa w nieswoje sprawy nadal by żył.- rzekła i jednym zwinnym ruchem wykrzywiła chłopakowi rękę, przez co wypadł mu niż. Następnie odwróciła go do siebie plecami tak, by mogła mówić wprost do jego ucha. Jego koledzy natychmiast się poruszyli, ale dziewczyna ich uciszyła.
- Ciiiiiii... Nie radzę.- powiedziała dociskając nóż do skóry Hugo.
- Miałeś być grzecznym chłopcem Hugo. Chyba nie chcesz powtórki z Las Vegas?- wyszeptała mu do ucha. - Informatyk ma być za godzinę!- powiedziała groźnym tonem i popchnęła go na jego towarzyszy, którzy od razu go złapali. Dziewczyna założyła kaptur, odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę klubu.
- Nie wystrasz go. Gówniarz ma dopiero 19 lat.- krzyknął jeszcze za nią Hugo.
- Zapamiętam.- odkrzyknęła i zniknęła za jedną z kamienic. W tych okolicach nie była mile widziana. Ruszyła w stronę kamienicy  oddalonej od klubu o trzy ulice. Przechadzała się tą ulicą wymijając różnych ludzi, ale żaden z nich nie był jej celem. W pewnym momencie na ulicy zrobiło się cicho, a zrezygnowana dziewczyna usiadła na ławce. Wtedy usłyszała kroki trzech osób. Swoim sprytnym okiem wypatrzyła jeszcze jednego snajpera. Zza kamienicy wyłonili się ubrani w garnitury mężczyźni. Czarnowłosa zaczęła udawać, że na kogoś czeka. Rozglądała się po ulicy i wzdychała głośno. Kiedy mężczyźni ją  omijali wstała i zaczepiła jednego z nich.
- Przepraszam wie Pan która godzina? Umówiłam się z chłopakiem, ale zgubiłam zegarek.- podrapała się po głowie i nerwowo zaśmiała się. Mężczyzna spojrzał na swój zegarek, Ale nie zdążył odpowiedzieć. Zanim się zorientował, usłyszał huk i padł martwy na ulicę. Walka rozpoczęła się. Dziewczyna kopnęła w twarz jednego z mężczyzn. Drugi już atakował ją z drugiej strony, jednak dziewczyna sprytnie zasłoniła się jego ciałem i w ten sposób obroniła się przed atakiem i strzałem snajpera. Drugi mężczyzna padł martwy. Trzeci dla dziewczyny również nie był wyzwaniem. Chwyciła za nóż przymocowny do uda i poderżneła mu gardło. Ruszyła biegiem do kiemienicy. Wdrapała się na dach i najciszej jak potrafiła próbowała zakradnąć się do snajpera od tyłu. Jednak mężczyzna na nią czekał. Wyciągnęła pistolet i schowała się za ścianą. Gdy tylko wychyliła głowę zza muru pocisk poleciał w jej stronę. W ostatniej chwili uchroniła się przed śmiercią. Poczekała aż snajper będzie ładować karabin i wyskoczyła zza ściany strzelając prosto w serce. Tak jak się domyślała jej cel - pendrive miał właśnie snajper. Znalazła go w środkowej kieszeni marynarki.

Dotarła do klubu.
Przeciskając się przez tłumy nastolatków usiadła przy barze. Swoim sprytnym okiem wypatrzyła młodego chłopaka w okularach. Jej cel. Informatyk. Niepostrzeżenie przysunęła się do niego. W końcu ją zauważył i nie mógł oderwać od niej wzroku. Wykorzystała to. Wstała i usiadła obok niego.
- Hej. Mogę się dosiąść?- zapytała niepewnie. Chłopak był w szoku. Widać po nim było, że nie ma doświadczenia z dziewczynami. Kiwnął twierdząco głową.
- Przepraszam że się tak sama narzucam, ale jeśli ja się do kogoś nie dosiądę to ktoś dosiądzie się do mnie, a ja raczej chcę uniknąć użerania się przez cały wieczór z jakimiś pijanym gościem.- mówiła, a chłopak wpatrywał się w nią jak w obrazek. - Oczywiście nie obraże się jeśli postawisz mi drinka.- zaśmiała się. Blondyn jakby dopiero oprzytomniał i zamówił Martini. Rozmawiali przez chwilę. Informatyk miał na imię Scott, a Evil przedstawiła się jako Ana. Po godzinie namiętnie się całowali. Dziewczyna obdarowywała blondyna pocałunkami po ustach, policzkach, szyi i przygryzała płatek jego ucha w które wyszeptała wyraz "Oslo". Chłopak natychmiast odepchnął ją od siebie.
- Wiedziałem, że coś tu nie gra. Przysłał Cię Hugo?- zapytał oficjalnym tonem.
- Masz robotę. Chodźmy stąd.- powiedziała już ostro i wstała od baru.
- Nie mogłaś od razu powiedzieć o co chodzi?- zadał kolejne pytanie. Dziewczyna odwróciła się do niego uśmiechając się.
- Tak było zabawniej, a teraz chodź. Nie mamy czasu.- Ruszyli. Przed klubem wsiedli do czarnego auta dziewczyny i pojechali do starych opuszczonych magazynów. Chłopak włączył swojego laptopa, wziął od Evil pendrive'a i zaczął pracować.
- Skąd ty to masz? Więcej zabezpieczeń niż na wojskowym serwerze.- mówił stukając palcami w klawiaturę komputera. Dziewczyna stała za nim oddalona o jakieś pięć metrów. Przebierała się z sukienki w obcisniety czarny kombinezon.
- Nie chcesz wiedzieć. Wtedy musiałabym Cię zabić.- odkrzyknęła mu. Ubrała się i podeszła do chłopaka rzucając na jego biurko czarną perełkę. Długie blond włosy opadały na jej plecy sięgając do końca łopatek.
- I tak mnie zabijesz prawda?- zapytał nie odrywajac wzroku od laptopa. Dziewczyna chwyciła jego twarz I obróciła tak by patrzył na nią.
- Zwariowałeś? Uwielbiam wspierać młode talenty.- powiedziała i puściła go. Chłopak od razu wrócił do pracy.
- Znam Cię. Jesteś Evil. Zabijasz wszystkich.-
- Okej, posłuchaj. Wiem, że jesteś nowy w tej branży, Ale pamiętaj, że nigdy nie mówi się drugiej osobie ile wiesz na jej temat. Może Cię wziąć za zagrożenie i bez wahania poderżnie Ci gardło.- powiedziała i spojrzała na komputer. - Długo jeszcze?- zapytała.
- Właściwie to już.- odpowiedział Scott i obrócił laptopa w stronę dziewczyny. Oboje wczytywali się w treść dokumentów. - Kim do cholery jest Erik Ratliff?- zapytał chłopak.
- Kimś za kogo powinnam dostać o wiele więcej I kimś za kogo zginie wiele ludzi...-

Podjechała swoim czarnym samochodem pod siedzibę swojego aktualnego pracodawcy. Zła jak osa wysiadła z auta i skierowała się do budynku. Najpierw przywitali ją ochroniarze. Rytunowa kontrola, którą Evil zawsze rozumiała, ale nie dzisiaj. Była tak zła że jednym szybkim ruchem powaliła większego o dwie głowy od siebie ochroniarza. Następny spotkał się z jej czternasto centymetwowym obcasem i również upadł na ziemię. Przeszła tak przez cały korytarz atakując każdego kogo tylko zauważyło jej oko. Już przy samym gabinecie jej zleceniodawcy jej ostatnia ofiara resztkami sił próbowała włączyć alarm, Ale kulka w głowie skutecznie unieszkodliwiła mu to. Evil kopnięciem otworzyła drzwi i trzymając pistolet w ręce z zadowoleniem stwierdziła, że w pomieszczeniu jest tylko jej szef. Schowała broń i spojrzała na mężczyznę, który był przerażony.
- Opowiem Ci pewną historię.- zaczęła blondynka. - Pewien mężczyzna chciał wykrść dane organizacji S.O.H.A. jednak uznaje, że to zadanie jest ponad jego siły, więc co robi?- zapytała i usiadła na biurku mężczyzny bawiąc się nożem, który miała przymocowany do uda.
- Wynajmuje zawodowego najemnika, a dokładniej kobietę. Mówi jej, że ma wykrść pendrive'a na którym są dane osobowe agentów danej organizacji i proponuje standardową kwotę. Dziewczyna wie, że przy tak mało ważnym celu więcej nie wynegocjuje więc zgadza się i wszystko wychodzi jej perfekcyjnie. Bez problemu kradnie pendrive, jednak jej zleceniodawca nie wiedział, że ona zawsze dokładnie analizuje swoje zdobycze. Tak było i tym razem. Okazało się, że została okłamana, a nie oszukujmy się, może i ona jest najemnikiem, ale przede wszystkim jest kobieta, a jak wiemy kobiety często nie radzą sobie z emocjami. Bez jakiego kolwiek planu wpada do siedziby szefa i zabija wszystkich, którzy tylko zagradzają jej drogę. Może wiesz co dzieje się dalej?- zadała już drugie pytanie, a po czole mężczyzny spłynęły krople potu.
- Nie wiedziałem co jest na pendrivie! Przysięgam!- krzyknął próbując wstać z fotela, jednak dziewczyna popchnęła go ponownie.
- Przestań w końcu kłamać, a może jakoś się dogadamy.- powiedziała spokojnie. - Co to jest projekt Z? I ile mogę za niego dostać?- dodała podnosząc głos. Mężczyzną przełknął głośno ślinę.
- Nie wiem. Naprawdę. Nic nie Wiem. Tyle mi kazali Ci zaproponować.- zaczął łkać. Dziewczyna spojrzała na niego zaciekawiona.
- Kto Ci kazał?- zapytała groźnym tonem i zbliżyła nóż do mężczyzny, który próbował się odchylić.
- Nie wiem! Nic nie wiem! Po prostu kazali.- zarzekał się. Dziewczyna westchnęła głośno.
- Chyba będę musiała sama z nimi porozmawiać.- wstała i zaczęła szukać czegoś w biurku mężczyzny. Wyrzucała z półek wszystkie papiery i inne rzeczy. W końcu znalazła małą karteczkę z napisem "Zaproponuj jej 500 000. Jakby co dzwoń: 641 826 000" schowała do kieszeni i skierowała się w stronę wyjścia.
- Uwierz mi. Nie chcesz ich znaleźć. Będzie po tobie.- usłyszała za plecami. Zatrzymała się i spojrzała na mężczyznę.
- Przypomniałeś mi o czymś.- powiedziała i chwyciła za nóż rzucając go prosto w serce swojego byłego szefa. Po czym jak gdyby nigdy nic wyszła z budynku i odjechała swoim czarnym autem.

Los Angeles. W siedzibie organizacji S.O.H.A. od rana panowało ogromne zamieszanie. Wszyscy biegali w tą i z powrotem. Ciągle czegoś szukali, a w głównej sali aż roiło się od informatyków którzy próbowali namierzyć nadajnik skradzionego pendrive'a. Jeden z głównych kapitanow - Monica- nadzorowała ich prace. Stała w centrum dowodzenia i wpatrywała się w ogromne ekrany. Nagle zauważyła mężczyznę na którego widok od razu się uśmiechnęła.
- Ell! Dawno Cię u  nas nie było!- powiedziała na przywitanie i przytuliła bruneta.
- Wiesz sprawy rodzinne. Młody miał urodziny i zażyczył sobie podróż do  Disneylandu.- zaśmiał się mężczyzna. - Spory ruch.- stwierdził rozglądając się po pomieszczeniu. - Coś się stało?- zapytał. Kobieta od razu się skrzywiła.
- Wzywa Cię. Lepiej żeby to on Ci wytłumaczy.- westchnęła.
- Teraz to mnie zamartwiłaś.-
- Sytuacja jest poważna. Idź już lepiej.- popchnęła go lekko w stronę windy. Ruszył w jej stronę, po drodze witając się z paroma osobami. Windą wyjechał na ostatnie piętro I skierował się wprost do gabinetu szefa. Zapukał i nie czakajc na odpowiedź wszedł do środka. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna patrzył na panoramę miasta, którą było doskonale widać zza przeszklonych ścian. Ell podszedł do niego i podał mu dłoń.
- Część. Widzę niezły bałagan macie tam na dole. Co się stało. Monic nie chciała mi powiedzieć.- przywitał się z mężczyzną i usiadł przed stojącym na środku sali biurkiem z plakiedką "David Mavel". Jego szef również usiadł za meblem.
- Dobrze Cię widzieć po urlopie.- rzucił na sam początek, jakby nie chciał pokazać, że coś go trapi, Ale Ell to widział.
- Co się talo David?- zapytał. Mavel westchnął głośno i położył ręce na brązowym blacie.
- Projekt "Z" został skradziony.- wystrzelił jak z karabinu. Ell otworzył szerzej oczy i mimowolnie zacisnął dłonie w pięści.
- Jak to? Przez kogo?- zapytał trochę zbyt głośno. David spuścił wzrok.
- Evil.- To jedno słowo odbijało się w głowie bruneta. Już nie jeden śmiałek z agencji próbował ją namierzyć i przechytrzyć. Na próżno.
- Ale chyba jeszcze nie wprowadziliście do projektu moich danych?- zapytał. David spiął się. Nerwowo przejechał ręką po blond włosach.
- Właśnie w tym rzecz.- powiedział chłodno. -Dane zostały wprowadzone.- Ell nic nie mówił tylko ze zdenerwowaniem rozglądał się po gabinecie. - To Nie wszytko.- dodał David, A brunet podniósł na niego spojrzenie pełne przerażenia.
- Zostałeś odepchnięty od projektu. To nie były twoje dane.- rzekł z bólem w głosie. Ellington spojrzał na niego zaciekawiony. Bał się najgorszego. Jego dłonie ponownie zacisnęły się w pięści.
- Więc kogo?- zapytał zaciskając zęby. Spodziewał się odpowiedzi.
- Powinienem Ci powiedzieć.- zaczął się tłumaczyć David.
- Kogo?!- wykrzyczał brunet podnosząc się z miejsca i uderzając rękami o biurko.
- Erik. Wybrano Erik'a.- wyznał. Ellington odszedł od biurka i odwrócił się tyłem do przyjaciela. - Powinienem Ci powiedzieć...- dodał blondyn, a przez Ellingtona przeszła kolejna fala złości.
-  Do cholery jasnej! Obiecałeś mi David!- wykrzyczał odwracając się w stronę mężczyzny.
- Obiecałeś, że zostawcie młodego w spokoju.- dodał już spokjniejszym tonem i usiadł na krześle.
- Ty nie rozumiesz.- zaczął David. - Projekt "Z" nie powstał dwa lata temu tak jak to tobie powiedziano. Tylko pięć. Jeszcze za czasów kiedy nie chciałeś z nami pracować. To miała być pułapka na Ciebie, a twój brat miał być przynętą. Prosiłeś nas żebyśmy mu nie mówili, tylko że od wiedział wcześniej niż ty...- powiedział, a Ell nic nie rozumiejąc wpatrywał się w blondyna ze  znakiem zapytania wymalowanym na twarzy.
- Nie rozumiem..- wyszeptał.
- Do projektu musiał być wybrany ktoś wprost idealny. Idealny fizycznie i psychicznie, a przede wszystkim nie mógł mieć rodziny, która by go rozpraszała. Ty byłeś tym ideałem, Ale nie chciałeś z nami pracować, więc zaproponowaliśmy to twojemu bratu. Wiedzieliśmy, że zrobisz wszystko by on był bezpieczny, nawet sam zgłosisz się do projektu. Wtedy okazało się że będziesz ojcem. Wszystkie plany miały iść na marne. Ale nasi naukowcy byli zbyt ambitni. Postanowili wziąć kogoś kto jest bardzo do Ciebie podobny. Erik. Przez przypadek dowiedziałeś się O projekcie, więc pozwoliliśmy Ci myśleć, że to ty zostałeś wybrany. Abyś się nie dowiedział wysłaliśmy Erik'a na kilku letnią misję do Wietnamu.- powiedział i czekał na reakcje przyjaciela, który bił się z myślami. Spuścił głowę i wpatrywał się w swoje dłonie. Swój wzrok zatrzymał na obrączce, na której wygrawerowano napis "Sara i Ellington Forever ". Szybko zdjął i schował pierścionek do kieszeni. Nie mógł na niego patrzeć. Jeszcze na dodatek dowiaduje się takich rzeczy. Jego własny brat go okłamał. Tak samo jak jego przyjaciel. Mimowolnie przed jego oczami stanęła scena sprzed sześciu lat, kiedy jego rodzice wyprowadzili się na drugi koniec świata, a on obiecał swojej matce, że zajmie się młodym. Zawiódł. Nie dość, że Erik bierze udział w mega niebezpiecznym projekcie to jeszcze zawodowa morderczyni ma jego dokładne dane.
- Po co mnie wezwałeś?- zapytał chłodno nadal nie patrząc na przyjaciela.
- Mam dla Ciebie misję.- odpowiedział David. Ell wiedział o co chodzi. Wstał i spojrzał na przyjaciela.
- Znajdę ją i jeśli będzie taka potrzeba rezerwę jej gardło własnymi rękami.- rzekł chłodno i odwrócił się w stronę drzwi.
- To nie wszystko.- usłyszał głos i przystanął. - Mike nie żyje. To on miał skradzionego pendrive'a. Zabiła jego oddział.- powiedział próbując nie pokazywać jak śmierć jego prawej ręki na niego wpływa, ale głos go zdradził. Ell zamknął oczy próbując zapanować nad emocjami. Mimowolnie znów zacisnął dłonie. - Uważaj Ell. Ta kobieta nie potrzebuje broni. Ona nią jest. To prawdziwy potwór.- ostrzegł go David. Ell rozluźnił dłonie i wykrzywił usta w sarkastucznym uśmiechu.
- Dlatego wysyłasz mnie, prawda?- zapytał i odwrócił się w stronę przyjaciela. - Potwór kontra potwór.- dodał i jakby stał się nieobecny wzrokiem. Stał tak kilkanaście sekund. - Wyjeżdżam po pogrzebie.- rzucił i ruszył w stronę wyjścia. Już chwycił klamkę kiedy po raz kolejny zatrzymał go David.
- Przepraszam Ell, że Ci nic nie powiedziałem, że współtworzyłem pułapkę na Ciebie. Przepraszam, ale miałem takie rozkazy.- tłumaczył się, a Ell mimowolnie mocniej zacisnął dłoń na klamce.
- David, którego kiedyś znałem zrobiłby wszystko dla przyjaciół. Nawet nie wykonałby rozkazów.- powiedział chlodno i wyszedł z gabinetu szefa. Następnie wsiadł do samochodu i pojechał do domu z zamiarem przygotowania się do misji. Misji, która okazała się być najważniejszą w jego życiu...

******
Witamy ponownie :3 Oto pierwszy rozdział naszej historii :D Mamy nadzieję, że przypadł wam do gustu i zostawcie po sobie ślad :D Do napisania <3 
~Zakochana
~Marzycielka
~Dżagi

3 komentarze: