Ellington przyjechał na wojskowe lotnisko. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to żołnierze biegajacy wokół budynku w ramach treningu. Wyszedł z samochodu i skierował się w stronę bagażnika, z którego wyciągnął swoją moro torbę. Zarzucił ją na ramię i poszedł do pilota, by ustalić z nim szczegóły lotu. Wszedł do ogromnej sali gdzie mieściły się samoloty o różnej wielkości. Przywitał się z paroma kolegami i powspominał stare dobre czasy. Kiedy rozmawiał z pilotem zadzwonił do niego telefon. Na wyświetlaczu odczytał, ze dzwoni do niego David. Z niechęcią odebrał.
- Ratliff.- zaczął.
- Zmiana planów. Pamiętasz Derek'a? Jeden z naszych agentów dowiedział się, że załatwił Evil lot do LA. - powiedział bez przywitania jego szef.
- Szuka Erik'a.- stwierdził Ell.
- Misja rozpoczyna się teraz.- dodał David i rozłączył połączenie. Brunet ponownie wsiadł do samochodu i ruszył do centrum miasta. Nie wiedział gdzie miał zacząć szukać. Nie miał żadnych śladów. Nawet nie był pewny czy Evil odczytała pendrive. Na szkoleniach zawsze mu mówili "Spróbuj myśleć jak twój wróg". Tylko jak? Skoro nawet nie zna swojego wroga. Evil jest jedną z większych zagadek S.O.H.A. i większości innych organizacji. Jest jak wiatr. Nie widać jej, nikt nie wie kim jest, nikt nawet nie wie jak ma na imię, a potrafi rozpętać prawdziwą wojnę. W połowie drogi zmienił swój cel. Miał pojechać do swojego mieszkania, które wykorzystuje na czas misji w AL, jednak postanowił, że najpierw odwiedzi dom. Pokonał kilka ulic i zajechał na swoją ulice. Zaparkowal przed białym domem i wszedł do środka. Pierwsze co usłyszał to głośne "Tata!" ze strony swojego synka. Chłopiec rzucił mu się na szyję. W końcu słysząc hałasy na korytarz wyszła Sara. Nie potrafiła spojrzeć Ell'owi w oczy.
- Nie miałeś wyjechać do Lizbony?- zapytała.
- A co? Pokrzyzowałem Ci plany?- zapytał w odpowiedzi i postawił syna na ziemi. Sarze oczy się zaszkliły, jednak Ell był na to obojętny. Kucnął przy małym.
- My teraz z mamą musimy porozmawiać, a ty się tu trochę pobaw, jak skończymy to się pobawimy razem Okej?- zapytał go. Brunet z uśmiechem kiwnął twierdząco głową. Ell ruszył do sypialni nie mówiąc nic do Sary. Ta jednak poszła za nim. Wchodząc zamknęła drzwi i patrzyła na męża. Mężczyzna wyciągnął z szafy dwie walizki i zaczął przeglądać szafy, z których wyrzucal ubrania.
- Zamierzasz mnie wyrzucić z domu?- zapytała. Ell nie przerwał swojej czynności. - Mowie do Ciebie.- mówiła już trochę głośniej
- Pojedziecie na farmę. Mam trudną misję. Tam będziecie bezpieczni.- powiedział i dalej składał ubrania syna do walizki
Kobieta miała już dosyć jego zachowania. Chciała żeby jej powiedział, ze jej nienawidzi. On wydawał się być obojętny. Zimny.
- Spójrz na mnie.- wyszeptała, ale tak by usłyszał. - Pwiedzialam spójrz na mnie!- wykrzyczała, chwycila za wazon i z całej siły rzuciła nim o ziemię. Ell zmuszony jej zachowaniem w końcu zwrócił swój wzrok ku niej. Kobieta spojrzała w jego oczy. Zimne i nadal obojętne. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jej policzkach. - Jestem z nim w ciąży Ell. Piąty tydzień.- powiedziała i upadła na kolana zalewając się łzami. Mężczyzna nawet nie drgnął. Bolało go to. Nawet bardzo, ale tak został nauczony. Nie okazywać słabości. Weszło mu to w krew. Jednak kobieta czuła, że musi się wytłumaczyć. - Ciągle Cię nie było. Nawet kiedy wróciłeś z tej swojej piepszonej wojny to i tak Cię ciągle nie było! Zawsze praca była dla Ciebie najważniejsza. Praca i Tony. Ja czułam się jak przedmiot. Jakbyś potrzebował mnie tylko do opieki nad synem. Wyjeżdżałeś na kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy! Ja ja po prostu nie mogłam... Kocham Cię! Zawsze kochałam! Nienawidzę siebie za to co zrobiłam! Proszę! Spójrz na mnie.- mówiła przez łzy. Ell przestał składać ubrania Tony'iego. Wstał i spojrzał na Sare.
- Jedźcie jak najszybciej.- powiedział bez żadnych emocji i ruszył w stronę drzwi, przy których się zatrzymał trzymając rękę na klamce. - Ktoś niebezpieczny szuka Erik'a. Uznałem, że powinnaś wiedzieć.- dodał i wyszedł z pokoju. Poszedł do Tony'ego, który uśmiechnął się od ucha do ucha na jego widok.
- Co tam chłopie?- zapytał syna. Ton jego głosu od razu zeleżał.
- Bawimy się już?- zapytał chłopczyk. Ell złapał go szybko i trzymając w powietrzny zaczął naśladować odgłosy samolotu. Chłopczyk śmiał się w nieboglosy. Po kilkunastu minutach oboje padli zmęczeni na kanapę.
- Tony... Co ty na to, żebyś pojechał z mamusią na farmę? Ja do Was dojadę później. Pójdziemy nad jezioro i będzie tak jak w tamte wakacje!?- zapytał syna Ell
Chłopczyk od razu rozbudził się na samą myśl o farmie.
- Tak Tak Tak!- zaczął krzyczeć i przytulił ojca.
- Mamusia już Cię pakuje, a ja muszę już iść.- powiedział, a chłopczyk posmutniał. Pożegnali się co było trudne i Ell poszedł do swojego samochodu. Usiadł, ale zamiast odjechać siedział chwilę w aucie. W pewnym momencie mocno uderzył w kierownicę dając upust emocjom. Trudne jest ukrywanie, że ich się nie ma.
Evil wynajeła pokój w hotelu w centrum Los Angeles. Ta cała sytuacja nie dawała jej spokoju. Na początku chciała odnaleźć Erik'a Ratliff'a. Jednak myślała nad tym cały lot. Przecież jego śmierć nic jej nie da. Z resztą na pewno ten numer nie należał do niego, tylko do kogoś kto chciał jego dane i wynają jej byłego szefa by on wynają ją. Idąc tym tropem osobą lub osobami, którymi powinna się zainteresować byli Ci którzy rozpoczęli tą całą akcję. Są jej winni pieniądze za zdobycie pendrive i może uda jej się wynegocjować niezłą sumę za zabicie Erik'a. Jedyne co było ważne dla Evil to forsa. Odkąd wyłączyła uczucia liczy się tylko To. Wzięła godzinną kąpiel po czym ubrala bieliznę i wyłożyła całą broń którą zabrała na łóżku. Założyła obcisłe czarne spodnie, Ale takie, które nie krępowały jej ruchów. Do uda przumocowała specjalną poszewkę na noże, którą nimi wypełniła. Do cholewki buta schowala jeszcze jeden. Pistolet schowała do torebki. Nie lubiła jej używać. Wolała walczyć wręcz lub rzucać nożami. Ubrała czarną zawiązywaną na biuście koszule i usiadła przed toaletką. Zrobiła lekki makijaż. Idze na misje i takie rzeczy wydają się być zbędne, jednak Evil już nie raz uratowała się z opresji swoim wdziękiem i atrakcyjnym wyglądem. Zostały włosy. Zawsze ubierała peruki. Jeszcze nigdy nie była na misji ze swoimi prawdziwymi blond włosami. Jednak po mimo swojej pewności siebie, miała złe przeczucie. Myślała o wszystkim oprócz jednego. Dwa dni temu zabiła pięciu agentów i ukradła ważny projekt organizacji S.O.H.A. Słyszała o niej już nie raz, ale po mimo swojej zawrotnej kariery nie miała okazji jeszcze się z nią spotkać. Na pewno nie puści jej płazem zabicia tylu osób. Już jej szukają. Pytanie czy wiedzą, że jest w LA. To może być problemem. Dlatego aby ulepszyć swój wygląd nie zakładała dzisiaj żadnych "innych" włosów. Swoje tylko związała w niedbałego koka i wsunęła w niego dwa małe metalowe pręciki do dekoracji włosów, które są charakterystyczne dla chinek i mogą też służyć do obrony. Zabrała torebkę, zamknęła pokój i zeszła do recepcji. Podeszła do starszego mężczyzny, który widząc ją od razu się uśmiechnął. - Dzień dobry panno Hopen!- zawołał. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Dzień dobry. Wychodzę na kilka godzin.- położyła klucze na lade.
- Niech nikt nie wchodzi do mojego pokoju. Nie chcę żadnych pokojówek. Lubię swoją przestrzeń osobistą.- powiedziała. Mężczyzna trochę zdezorientowany jej tonem postanowił zazartowac.
- Jest pani zawodową morderczynią?- zaśmiał się. Evil wybuchnela śmiechem.
- Jest Pan przeuroczy!- zawołała.
- Miłego dnia.- dodała i ruszyła w stronę wyjścia z hotelu. Oslepilo ją słońce. Spędziła kiedyś miesiąc na Alasce, od tamtej pory kocha słońce. Wyciągnęła telefon i wykrecila numer.
- Evil?- usłyszała z słuchawki.
- Wydajesz się być zdziwiony, ze mnie słyszysz.- przywitała się. Prezchodzila obok jakiegoś mężczyzny, który zjadał ją wzrokiem.
- Trudno jest się przyzwyczaić, że zawsze dzwonisz z innego numeru.- Scott ziewnął do słuchawki. - Wiesz, że w Lizbonie jest dopiero...-
- Nie mam na to czasu Scott. Kiedy indziej umówimy się na ploty. - przerwała mu. Chłopak oczywiście wziął to za żart. Dziewczyna się sama sobie dziwi, ale naprawdę polubiła tego gowniarza. - Wiesz co jest pod tym adresem.- zapytała. Słyszała przez słuchawkę jak Chłopak wystukuje coś na klawiaturze.
- No właśnie mamy problem. To adres starego opuszczonego magazynu. Serio nie ma w nim nic wyjątkowego.- dziewczyna stanęła jak wryta.
- Chcesz mi powiedzieć, że przyleciałam tu na marne?- wrzasnęła, a ludzie zaczęli się oglądać.
- No właśnie nie. Nie dziękuj, Ale twój niewiarygodnie genialny informatyk znalazł coś. Przeanalizowałem cały budynek i znalazłem jakieś urządzenie. Zlamalem kod. Podejrzewam jakąś bazę. Potrzebny jest ktoś kto wpisze kod.- dokończył, a dziewczyna zastanawiala zastanawiała się kiedy on zrobił się taki cwany.
- Właśnie tam jadę, będziemy w kontakcie.- rozłączyła się i rozejrzała dookoła. Mężczyzna, który niedawno obok przechodził nadal się na nią patrzył. Przyspieszyła kroku i zgubiła go wsiadając do metra...
Ellington wszedł do hotelu "Reves". Skierował się do recepcji gdzie przywitał go starszy mężczyzna.
- Dzień dobry chciałbym wynająć pokój na trzy dni.- uśmiechnął się. Panowie załatwili podstawowe sprawy i w końcu recepcjonista wyciągnął to na co czekał Ratliff. Księga gości. Starzec otworzył i pokazał mu gdzie ma się podpisać. Ell podpisując się ogarnął wzrokiem kilka ostatnich nazwisk. Jedno przykuło jego uwagę. - Panna Hopen U Was przebywa?- zapytał mężczyzny.
- Przepraszam, ale nie mogę udzielić odpowiedzi.-
- Proszę Pana jeśli panna Hopen jest u Was gościem to ja nie mogę tu zostać!- zawołał. - Oboje jesteśmy swoimi wrogami na giełdzie. Sam fakt, że mogę ją spotkac po prostu wyklucza to miejsce. Przykro mi.- położył na blacie długopis i wyszedł. Gdy tylko opuścił budynek wyciągnął telefon.
- Spróbujcie mi namierzyć kogoś.- zaczął bez przywitania się.
- Podaj dane.- od razu dostał polecenie. W głowie powtarzał sobie "myśl jak twój wróg. Myśl jak swój wróg."
- Anna Hepen. Sprawdźcie wszystkie komisy samochodowe, wszystkie miejsca gdzie mogła się przedstawiać.- powiedział a wszystkie maszyny ruszyły.
- Była w komisie na Green Street.-
-I W telefonicznym na Barton Street.-
- W banku na Fligen Street.- zaczęli zasypywac go informacjami.
- Wystarczy. Wiem gdzie się kieruje.- rozłączył się. Wsiadł do samochodu i w GPS wpisał "Helfen Street "....
Helfen Street. Cel podróży blond wlosej najemniczki. Wjechała na teren opuszczonych magazynów samochodem, który wypożyczyła. Wokół nie było żywej duszy. Wysiadla z samochodu i rozglądała się za budynkiem o numerze 43. Znalazła i skierowała się w jego stronę. Magazyn, tak jak i okolica był opuszczony. Kroki stawiała cicho i ostrożnie, by nie zdradzić swojej pozycji. Po chwili, na jednej że ścian znalazła jakieś tajemnicze urządzenie. Podeszła do niego i wpisała 7 cyfr, które dostała od Scott'a. Była przy wpisywaniu ostatniej, kiedy usłyszała zajeżdżający samochód. Zdenerwowana, że ktoś jej przeszkadza, przewróciła oczami i schowala się zza jakimś slupem. Do budynku średniego wzrostu mężczyzna. Pierwsze co zauważyła to broń, którą niezgrabnie próbował schować za kurtką. Dla dziewczyny wszystko było jasne.
- No no no. Jestem pod wrażeniem.- powiedziała i wyszła zza słupa. Mężczyzna spojrzał na nią, Ale nie sięgnął po broń. - Numer że zmianą jednej litery w fałszywym nazwisku zawsze działał, a tu proszę! Ktos mnie rozgryzł.- westchnęła i chwycila za dwa metalowe pręciki we włosach. Wyciągnęła je i zaczęła się nimi bawić w dłoniach. - Widzisz cholernie nie lubię jak ktoś mi przeszkadza, więc proponuję, -żebyśmy oboje odeszli w swoje strony. Nie opłaca mi się zabijanie Ciebie jeśli nikt mi za to nie zapłaci.- wzruszyła ramionami i przybrała zrezygnowaną minę.
- Masz coś co nie należy do Ciebie. Jeśli to oddasz, nie będę więcej psuł Ci planów. Oddaj pendrive Evil.- powiedział Ellington. Dziewczyna spojrzała na niego bystrzej.
- Zła odpowiedź.- rzekła i rzuciła prętem w stronę mężczyzny. Metal idealnie wbił się w broń Ell'a przez co stała się bezużyteczna. Drugi metal poleciał w jego stronę, Ale teraz mężczyzna zdołał się obronić odskakując do tylu. Kobieta już na niego ruszyła. Zaczęli walczyć. Evil już dawno nie maila przeciwnika, który dorównał by jej techniką. Po ciężkiej wymianie ciosów Ell w końcu oberwał.
- Technike masz dobrą, Ale do walki trzeba też trochę sprytu.- skomentowała to kobieta stojąc nad nim. On złapał ja za nogę i oboje znaleźli sia na ziemi. Evil zaczęła okladac go pięściami. Wykonała parę ruchów i była w idealnej pozycji by dusić przeciwnika co zaczęła robić.
- Czasami też przydaje się siła- wydyszał i zamachnął się uderzając kobietę z całej siły łokciem w nos. Evil odrzuciło, a Ell mógł spokojnie wstać. Blondynka wytarła ręką usta na, A na dłoni odbiła się krew. Zaśmiała się na jej widok. Wstała niepewnie i miała zaatakować mężczyznę, Ale zatrzymała się, bo zobaczyla, że ktoś biegnie na niego od tyłu. Po chwili uderzył Ell'a w okolice szyi, a ten padł na ziemię nieprzytomny.
- Kim jest...- zaczęła, Ale poczuła silny ból w okolicy karku i straciła przytomność...
Obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Wyglądało na jakąś piwnice. W tle słyszała kapiącą wodę. Bardzo bolała ją glowa i nadgarstki, które miała skrępowane sznurami. Była przywiązana do krzesła. Dopiero po chwili zauważyła, że obok niej siedzi Ell. Patrzył na nią, a ona przyglądała się jego ranie na głowie, z której sączyła się krew.
- O błagam powiedz, że ja takiej nie mam.- skrzywiła się na samą myśl.
- Nie wiem. Ta duża plama krwi zasłania głowę.- odpowiedział. Kobieta przewróciła oczami.
- Gdyby nie Ty wszystko poszło by dobrze.- syknęła.
- Gdybyś nie kradła pendrive to to nigdy by się nie wydarzyło.- odpowiedział. Nagle drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Ellington rozpoznał odznakę współpracujej z S.O.H.A. organizacji.
- Ej!- zawołał. - Zaszła pomyłka! Pracuję Dla S.O.H.A.! Sprawdźcie Ellington Ratliff!- skończył. Mężczyzna zatrzymał sie.
- Sprawdzimy.- rzekł chlodno i już chciał wyjść, ale zatrzymała go Evil.
- Chyba mam prawo do telefonu!- - To nie posterunek dziwko.- zaśmiał się i wyszedł.
- Chyba Cie nie lubią.- zażartował Ell. Kobieta spojrzała na niego wściekła. Milczeli chwilę.
- Coś dużo macie tych Ratliff'ów w S.O.H.A.... Patrząc na wiek Erik'a i na Ciebie to myślę, że ty i twój braciszek jesteście jakimś dobrym duetem agentów, hę? To rodzinne?- zapytała już go przesłuchując. " Musisz dużo wiedzieć o swoim wrogu''.
- On...on Nie miał być w agencji. Oszukano mnie.- Ostatnie zdanie powiedział cicho, a dziewczyna je spokojnie usłyszała.
- Oooo... I ty dalej jesteś w agencji? Ja już bym dawno była na Karaibach!- zawołała. Mężczyzna sam dziwił się, że nie ma żadnych problemów z zwierzania się ze swojego osobistego życia.
- No chyba że zawodowa morderczyni ma go na celowniku.- powiedział sarkastycznie, a dziewczyna przewróciła oczami. -Z resztą nie odszedł bym.- Znowu zapadła cisza. Evil jest kobietą dla której nic się nie liczy. Nic oprócz rodziny, której już nie ma. Oczywiście nie patrzy na świat tak, że nie zabije kogoś bo ma rodzinę, Ale jest dla niej ważna
- Okej, pomogę Ci, ale tylko dlatego, ze chcę tym wygrać coś dla siebie.- zaczęła. - Po pendrive wysłał minę facet, który nie wiedział co na nim jest. Przed tym jak go zabiłam dowiedziałam się, że ktoś mu kazał mnie wynająć. Zdobyłam numer,a mój informatyk odkrył, że prowadzi on tu...-
- Co masz na myśli?- zapytał domyślając się do czego zmierza kobieta.
- Podejrzewam, że to oni chcą Twojego brata. Nie wiem po co, ale zdradzili twoją agencję.- dokonczyła.
- To nie możliwe. Pracujemy razem od 50 lat.- zaprzeczył Ell.
- Być może, Ale władze organizacji się już zmieniły. Zrobimy Tak, że wymusze jakoś na nich ten telefon i zadzwonię na ten numer. Jeśli usłyszymy go tu, to znaczy, że to oni. Co zrobisz po tym jak Cię wypuszczą zależy od Ciebie.- powiedziała mając nadzieję, że jej pomoże. W tym momencie drzwi otworzyły się i do sali weszło ośmiu mężczyzn, którzy ustawili się w równym rzędzie. Przed nimi staną jeszcze jeden, widać, że był szefem.
- Evil. Poszukiwana w 37 krajach. To dla nas zaszczyt Cię zabić.- zaśmiał się.
- Chciałbyś. Chcę skorzystać z telefonu. W końcu i tak umrę.- syknęła. Mężczyzna przewrócił oczami.
- Podprowadzić ja do telefonu, a Ratliff'a wypuścić.- rozkazał. Dwójka podeszła do kobiety i odwiązali ją od krzesła. Szarpiąc nią podprowadzili Evil do telefonu, który był w kącie sali.
- Bardzo nam przykro za to nieporozumienie.- zaczął przepraszać szef Ell'a gdy jego słudzy go odwiązywali.
- Proszę bardziej uważać Haris. Nie chcemy chyba problemów.- odpowiedział Ell rozmasowując obolałe nadgarstki.
- Długo tam jeszcze?- zawołał Haris do Evil.
- Już dzwonię!- odkrzyknęła. Spojrzła prosto w oczy Ell'a, który miał już wychodzić. Wcisnęła zieloną słuchawkę, doczekali chwilę...
Telefon Haris'a zadzwonił...
Dodałam twojego bloga do zakładki z ulubionymi <3
OdpowiedzUsuńKocham go <3
Świetny rozdział.
zapraszam do siebie http://canitasteyourlipsagine.blogspot.com/
Dziękujemy ślicznie... Tylko nie "Twojego" bo jest nas aż trzy :D
Usuń